fot. Shutterstock.

Najlepszy przyjaciel

0
44

Od tysięcy lat psy pomagają człowiekowi w łowach i bronią go przed niebezpieczeństwem. W zamian otrzymują pożywienie, schronienie i miłość.

Patrząc na przykład na jamnika i na wyżła, trudno uwierzyć, że mają one ze sobą cokol­wiek wspólnego. Razem jednak należą do gatunku Canis familiaris i pochodzą od tego samego przodka – według dużej części naukowców wilka. W każdym razie teorii udomowienia psa i wyod­rębnienia się go jako gatunku jest wiele i tak naprawdę żadna z nich nie jest pewna. Ponad wszelką wątpliwość wia­domo tyle, że pies przystał do człowieka dlatego, iż razem osiągali lepsze efekty na polowaniu. I tak jest do dziś!

Na początku był tropowiec

Dzikie psy najprawdopodobniej same wybrały towarzystwo człowieka. Oczywiście istnieje też teoria przeciw­stawna, mówiąca, że to najpierw Homo sapiens zabierał z gniazd szczeniaki i próbował je oswajać, ale wydaje się ona mniej wiarygodna. Najprawdo­podobniej wyglądało to tak, że dzi­kie psy „kręciły” się przy człowieku z powodu pozostawianych resztek jedzenia po upolowanej zwierzynie. Człowiek tych niegroźnych dla niego czworonogów nie przeganiał, ponieważ szybko zauważył, że są one pomocne w łowach.

Już wtedy istniały takie zdobycze techniki myśliwskiej, jak włócznie i łuki, po których jednak – jak to się teraz mówi – zwierzyna nie zostawała „w ogniu”, tylko uchodziła bardzo daleko. Podążanie sfarbowanym tropem bez dobrego posokowca – jak wiadomo – nie jest proste, więc dużo zranionej zwierzyny przepadało niepodniesio­nej. Było to ze wszech miar nieprak­tyczne i nieetyczne. Trapiło to ówcze­snych łowców niesłychanie i mimo nieustannego doskonalenia się w sztuce tropienia po farbie efekty ciągle były mizerne, zwłaszcza na czarnej stopie. […]

Cały tekst w grudniowym numerze „Łowca Polskiego”

Andrzej Wilczopolski / fot. Shutterstock.