fot. Chiappa Firearms

Nie tylko na indyki

0
627

Po trojak sięgną nie tylko koneserzy, gdyż pod względem szybkostrzelności bije na głowę wszystkie samopowtarzalne śrutówki.

W 2013 roku, podczas tar­gów IWA w Norymberdze, miałem okazję zapoznać się z ciekawą i rzadko spotykaną bro­nią myśliwską. Były to ekskluzywne strzelby o trzech lufach kalibru 20, wyprodukowane w Ferlach. Dżentel­meni nie pytają o ceny, więc pozo­stały one tajemnicą. Biorąc jednak pod uwagę reputację firmy, należało się spodziewać, że każdy z wystawionych egzemplarzy stanowił równowartość dobrego samochodu osobowego.

Broń o trzech lufach potocznie nazy­wana jest drylingiem, tymczasem nazwa ta obowiązuje wtedy, gdy mamy do czy­nienia z lufami kulowymi i śrutowymi. Jeśli broń nie należy do kombinowa­nej i ma trzy lufy gładkie, powinno się ją określać mianem trojaka śrutowego. Powszechnie uważa się, że taka kon­strukcja musi kosztować krocie. I tak jest w istocie, jeśli powstaje w Ferlach. Wszy­scy wiedzą, że w mieście sławnych rusz­nikarzy nie wytwarza się taniej broni.

Mamut z Norymbergi

Dlaczego właśnie trojak? Dry­ling to broń dość popularna. Jeszcze powszechniej akceptowany jest ekspres dryling, bo daje możliwość dwóch szybkich strzałów z luf gwintowanych. Ma to znaczenie zwłaszcza podczas zbiorówek, bo dzików mamy coraz wię­cej. Nasuwa się pytanie: po co komu trzy śrutowe lufy, gdy można używać strzelby jednolufowej, ale samopowta­rzalnej? Odpowiedź nie będzie łatwa. Nierzadko opracowuje się broń nieco wbrew logice, ale w pełnej zgodzie z tra­dycją. W łowiectwie wciąż jest miej­sce dla takich konstrukcji, bo przecież broń łamana jest kwintesencją klasyki myśliwskiej. Pewnie dlatego wielu wciąż woli trzy lufy zamiast pojemnego maga­zynka półautomatu. I ja to rozumiem. […]

Marek Czerwiński / fot. Chiappa Firearms.

Reklama