fot. Shutterstock

Nie tylko po strzelaniu

0
500

Niektórzy twierdzą, że współczesne spłonki, prochy i dobre marki stali sprawiają, że broni po strzelaniu nie trzeba czyścić. Są w błędzie. Jak postępować, by sztucer nie zawiódł podczas polowania, a przy tym zawsze swym wyglądem cieszył oko?

Sadze prochu strzelniczego zawierają resztki agresyw­nych kwasów, które działają na wnętrze lufy w warunkach ekstremalnie wysokiego ciśnienia i wysokiej temperatury. Nieczyszczona lufa zaczyna korodować. Proces ten zachodzi niezależnie od tego, z jakiej stali została ona wykonana.

Inni z kolei uważają, że czyścić broni nie trzeba, wystarczy ją konser­wować. Wyznawcy tej teorii wtry­skują olej w spreju do broni posta­wionej lufami do góry. Robią tak również podczas jej długotrwałego przechowywania, uspokajając sumie­nie. Tymczasem olej (wraz z produk­tami spalania prochu) spływa wzdłuż lufy do zamków i komór zamkowych (baskil), powodując zmniejszenie siły uderzenia lub pełne zablokowanie iglic. Olej może również dostać się do kolby i spowodować jej spacze­nie bądź pęknięcie. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że przy nadmier­nym zaoliwieniu należy ustawić broń lufą w dół, by umożliwić wypły­wanie środków konserwujących na zewnątrz.

Oszczędność nie popłaca

Niedocenianą pomocą przy czysz­czeniu i konserwacji broni jest spe­cjalny stojak do jej unieruchomienia. Umożliwia on sztywne zamocowanie broni w płaszczyźnie poziomej i uła­twia czyszczenie luf, komór zamko­wych czy zamków. Zamiast stojaka do czyszczenia warto rozważyć zakup przyrządu ułatwiającego przystrzeli­wanie broni. Jest droższy, ale przyda się również na strzelnicy. Gdy posiadamy stojak, trzeba zaopatrzyć się w komplet przyborów do czyszczenia i konserwacji broni. Do czyszczenia przewodu lufy służy wycior wraz z kompletem miękkich i czystych szczotek. Można do tego celu używać także […]

Cały tekst w marcowym numerze “Łowca Polskiego”

Marek Czerwiński

Reklama