fot. Andrzej Łada

Ocalić od zapomnienia

0
679

Stary syberyjski łowca polo­wał na drapieżniki, któ­rych skórki dostarczał do sowchozu. Grzał się wła­śnie przy ognisku, gdy w sercu tajgi napotkali go trzej polscy myśliwi: pisarz Roman Bratny (1921–2017), plastyk Andrzej Strumiłło (ur. 1927) i dziennikarz Dominik Horodyński (1919–2008). Był koniec lat 50. XX wieku. Spotkanie na takim odludziu to zawsze wydarzenie – wydobyto więc zapasy, odkorkowano flasze, opowieści trwały po świt. Następ­nego dnia łowca zaprosił miłych gości do swej drewnianej chatynki. Gdy Polacy sprezentowali mu myśliwski nóż, rzekł:

– I ja mam dla was podarek.

A następnie wyciągnął spod leżanki przedmiot, który nie bardzo pasował do otoczenia – elegancki skórzany kufer ze srebrnymi obiciami. Gdy otworzył wieko, oczom osłupiałych traperów ukazał się wspaniały eks­pres na pełnych zamkach, który miał ponoć stanowić własność jednego z naszych arystokratów. Jak wiadomo, w przyrodzie nic nie ginie, najwy­żej zmienia właściciela. Ekspres padł łupem któregoś z sowieckich żołnie­rzy, a następnie – w wyniku transakcji wymiennej – trafił do syberyjskiego łowcy.

– Mnie się ta broń do polowania nie przyda – wyjaśnił Rosjanin. – Jeżeli bym trafił sobola, to zostałyby z niego same pazurki… Niech wróci do ojczyzny prawowitego właściciela.

Cóż było robić? Myśliwych było trzech, ekspres jeden. Ciągnęli więc zapałki. […]

Cały tekst we grudniowym numerze “Łowca Polskiego”

Piotr Podolski / fot. Andrzej Łada

Reklama