fot. Rafał Łapiński

Odlotowy eksperyment

0
563

Zagubiliśmy się w dyskusjach o szkodach, regulacjach populacji, walorach dziczyzny i innych racjonalizacjach łowiectwa. Pseudoekolodzy ściągnęli nas do swojego poziomu i powoli wykańczają doświadczeniem.

Kiedy pewien zarządca łowiecki stwierdził w publicznej debacie z samozwań­czym ekspertem, że nie ma po co polować na jarząbki, bo rocznie się ich strzela tylko osiemdziesiąt, pomyślałem sobie jedno – kiełbasa. Niewiele się jej z tych jarząbków ukręci!

Kilka tygodni wcześniej inny wybitny fachowiec łowiecki zakazał strzelania byków na polowaniach zbiorowych. Zapomniał niestety spojrzeć do zapisów naszego prawa. Czekam teraz na komunikat, że oto w jakimś okręgu zabrania się polowania na gęsi, bo na tym terenie tabuny ciągną, ale nie siadają.

Chyba się zagubiliśmy w dyskusjach o szkodach, regulacjach populacji, walorach dzi­czyzny i innych racjonalizacjach łowiectwa. Pseudoekolodzy ściągnęli nas do swojego poziomu i powoli wykańczają doświadczeniem. Gdy zaczynamy bredzić o słonkach zjada­jących korzonki, sami się ustawiamy w szeregu rozhisteryzowanych przedszkolanek.

Empatyczne fundacje, ośmielone sukcesem odebrania myśliwym praw do wychowywa­nia własnych dzieci, zaplanowały obecnie wspólny eksperyment. Ponieważ szkody rolni­cze od ptaków łownych są śladowe, ptaki te mają naturalnych wrogów – drapieżniki, ich dzikie mięso nie ma znaczenia ekonomicznego, a dodatkowo zdarzyć się może, że zamiast cyraneczki spadnie po strzale cyranka, żądają całkowitego zaprzestania polowań.

Względy etyczne czy ekonomiczne są tylko pretekstem. Obrońcy zwierząt chcą wpro­wadzenia kolejnego moratorium, by za pomocą nauki – tak sami głoszą – zobaczyć, co się stanie. Pomysł to genialny, choć nie nowy. Już kiedyś udowodniono przecież naukowo, że ..[…]

Cały tekst w marcowym numerze “Łowca Polskiego”

Paweł Biliński / Kulą w miot.

Reklama