fot. Rafał Łapiński

Odszedł król

0
981

Jest takie słowo, które sprawia, że stateczny i dojrzały mężczyzna, myśliwy z kilkunastoletnim stażem, zaczyna się nagle zachowywać niczym wyczekujący pierwszej randki młokos. To słowo to: rykowisko.

Wracali. Koła wozu z wolna toczyły się po kamiennej dro­dze, a byk – jak każe zwyczaj – został ułożony na furmance łbem w stronę, z której nadjeżdżali. Tak wyglądało jego pożegnanie z knieją. Nitki babiego lata unoszące się w powietrzu połyskiwały we wrze­śniowym słońcu. Strzelec nucił melo­dię, która idealnie wpisywała się w tempo, w jakim poruszał się gniady wałach.

– Przecież to Vivaldi – olśniło go, a na twarzy pojawił się delikatny uśmiech. W istocie, była to trzecia część koncertu „Cztery pory roku: Jesień”.

– Niesamowite, jak to wszystko współgra – pomyślał. Odgłosy koń­skiego stępa niczym metronom wybi­jały rytm dla muzyki, a dobiegające z głębi leśnych ostępów porykiwania byków były dopełnieniem całości.

Zamyślił się i spojrzał na Pawła, który siedział z przodu obok woźnicy. W spłowiałym kapeluszu i sfilcowanej tyrolskiej marynarce wyglądał zde­cydowanie poważniej. Zmrużył oczy, jakby chciał sięgnąć do najgłębszych zakamarków pamięci, by przypo­mnieć sobie czasy, …(…)

Cały tekst we wrześniowym numerze “Łowca Polskiego”

Rafał Pasteczka

Reklama