fot. Rafał Łapiński

Odziedziczona nienawiść

0
660

Z połączenia ideologii obrony zwierząt – która często ma tylko uzasadniać preferencje kulinarne – z mentalnością postpańszczyźnianą jej wyznawców powstaje wybuchowa mieszanka.

Po wielu akcjach, petycjach i protestach, po dojściu do mistrzowskiej wprawy w ogłupianiu nieświadomych ludzi, obrońcy zwierząt ogłosili, że oto Polska jest najbardziej proekologicznym krajem. Albo trochę inaczej: „Polska należy do krajów, gdzie sprzeciw przeciwko myślistwu jest największy” – tak dokład­nie brzmi cytat.

Dumni z siebie aktywiści z pewnym zadziwieniem pytają, dlaczego Polacy nie lubią myśliwych? I sami sobie odpowiadają: „My jesteśmy społeczeństwem chłopskim. Chłopi nie polowali, chłopi kłusowali. Polowanie było przywilejem wyższych klas arystokra­tycznych. (…) My gdzieś tam, jako chłopi, traktujemy polowanie jako rodzaj ekscesu”.

Śmiała teza, która na wstępie obraża potomków tej małej, ale ważnej w historii elity. W postpańszczyźnianej narracji, domagającej się zadośćuczynienia za lata „białego nie­wolnictwa”, bardzo chętnie się zapomina, że jednak ktoś kiedyś zbrojnym ramieniem ochraniał włościan na Dzikich Polach przed barbarzyństwem Tatarów.

Współcześnie polujący potomkowie chłopów, a także dzisiejsi rolnicy poczują się też nieswojo, bo zostali tu uznani za legalnych kłusowników. Zamienili przecież tylko wnyki na sztucery i nadal znęcają się nad zwierzętami. […]

Cały tekst w lutowym numerze “Łowca Polskiego”

Paweł Biliński / Kulą w miot.