fot. Filip Danielak

Ogień nad Biebrzą

0
294

Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym, który wybuchł 19 kwietnia, obok zamierania Puszczy Białowieskiej był w ostatnich latach największą tragedią przyrodniczą na Podlasiu.

Spłonęło 5,2 tys. ha łąk, trzcinowisk i zakrzaczeń. W działaniach ratowniczo-gaśnicz ych brało udział kilkaset osób – strażaków wsparli m.in. myśliwi z kół: „Leśnik” przy RDLP w Białymstoku, „Łoś” z Moniek, „Łoś” z Rajgrodu oraz „Łoś” z Czerwonego Boru. Ich znajomość terenu okazała się niezwykle pomocna.

Łuna była widoczna z odle­głości 30 km. Płomienie zagrażały m.in. cennemu rezerwatowi „Czerwone Bagno”. Myśliwi nie mogli się temu bezczynnie przyglądać. Filip Danie­lak bez wahania zgłosił Państwo­wej Straży Pożarnej, że dysponuje samochodem terenowym ze skrzynią ładunkową, którym mógłbym prze­rzucać sprzęt i ludzi na miejsce akcji. Na wezwanie odpowiedzieli też liczni koledzy po strzelbie, a wśród nich Wojciech Bałdyga.

Myśliwi pojawili się w samą porę. Okazało się bowiem, że strażacy, dysponujący specjalistycznymi cięż­kimi samochodami bojowymi, nie byli w stanie wjechać w niedostępne rejony parku. W wyposażeniu mieli tylko jedno lekkie auto terenowe z przyczepką. Potrzebowali też prze­wodnika, który przeprowadziłby ich najkrótszymi drogami na czoło pożaru. Dzięki pomocy członków PZŁ udało się przewieźć pickupami lekkie pompy umożliwiające pobór wody z niewielkich zbiorników w terenie, a także węże i tłumice. Terenówkami transportowano rów­nież strażaków.

fot. Mateusz Kubik

Akcję prowadzono w wyjątkowo niesprzyjających warunkach. Gdy wydawało się, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, silny podmuch wiatru przenosił tlące się fragmenty trzcin i traw. Jak relacjonuje Filip Danielak, kataklizm zjednoczył ludzi. Z tłumicami stali ramię w ramię z pracownicy parku, strażacy, rolnicy, myśliwi i przyrodnicy.

– Na tym polega siła lokalnej spo­łeczności, której stanowimy istotną część – podkreśla Filip Danielak. – Dodajmy, że panie ze wsi Kapice – w tym żona Arkadiusza Kuczyńskiego z KŁ „Leśnik” przy RDLP w Białym­stoku, który woził strażaków i sprzęt – przygotowały posiłek dla uczestni­ków akcji gaśniczej.

26 kwietnia działania gaśni­cze zostały zakończone. Tragedia Biebrzańskiego Parku Narodowego dowiodła, jak ważną rolę mogę ode­grać myśliwi, którzy łowiska znają jak własną kieszeń, na co dzień dbają o dobrostan zwierzyny i w obli­czu kataklizmu nie zawahają się jej z poświęceniem chronić. Dla rolni­ków i mieszkańców małych miej­scowości nie jest to oczywiście nic zdumiewającego. Problem stanowi fakt, że o zaangażowaniu szerego­wych członków PZŁ nie informują media głównego nurtu – dla nich bowiem nie jest to żaden news. Dla­tego tak istotne jest, abyśmy pro­fesjonalne i opatrzone zdjęciami relacje zamieszczali na portalach społecznościowych.

Maciej Chotecki

Reklama