fot. Rafał Łapiński

Ostatnie wiosenne łowy

0
520

Wiosna kojarzyła się niegdyś z wyprawami na głuszce, cietrzewie i słonki. Dzisiaj to już wspomnienie. Na szczęście pozostało nam jeszcze jedno wczesnowiosenne polowanie, które oprócz wspaniałych przeżyć może dostarczyć doskonałego materiału na czapki czy kamizelki.

Zdawało mi się, że dopiero co przyłożyłem głowę do poduszki, a już drażniący dźwięk budzika poderwał mnie na równe nogi. Mimo niewyspania wystarczyła tylko chwila i byłem gotowy do wyjścia – wszak miało to być moje pierwsze polowa- nie na piżmaki! Tata od kilkunastu minut krzątał się po kuchni, szykując kanapki i termos z herbatą. Nadeszła chwila, by wyruszyć na rozlewiska pobliskiej rzeki. Gdy przyjechaliśmy na miejsce, okazało się, że oprócz nas na pierwsze wiosenne łowy wybrało się kilku kolegów. Po krótkiej wymianie zdań wszyscy zajęli z góry upatrzone stanowiska. My udaliśmy się w pobliże mostu.

Noc powoli ustępowała. Posłyszeliśmy dobiegający z bagien żurawi hejnał i gęgor przelatujących gęsi. Staliśmy bez ruchu, cały czas obserwując taflę wody. Wtem poczułem delikatne szturchnięcie w bok – tata dał w ten sposób znać, że kilkadziesiąt metrów przed nami pojawiła się prawie niewidoczna na wodzie strzałka. Piżmak zmierzał w naszym kierunku! Z kronikarskiego obowiązku zaznaczę, że była to pierwsza zwierzyna strzelona przeze mnie po zdaniu egzaminów. Nie to jednak okazało się najważniejsze. Do dziś pamiętam wyraźnie każdy szczegół tej łowieckiej przygody i wspólnie spędzony z ojcem poranek… […]

Cały tekst w marcowym numerze “Łowca Polskiego”

Wacław Matysek

Reklama