fot. Shutterstock

Pies bez kleszczy

0
178

W równym stopniu co ludzie na choroby odkleszczowe są narażone nasze psy.

Pewne jest, że psa trzeba zabezpieczyć, najlepiej na kilka sposobów. Warto, bo nawet najdroższy zestaw ochronny i tak okaże się tańszy w porównaniu z ewentualnymi kosztami leczenia.

Najczęstszą chorobą odk­leszczową, która dotyka nasze psy, jest babeszjoza. Wywoływana jest przez pierwotniaka i oprócz ogólnego osła­bienia, apatii, braku apetytu, widocz­nym objawem jest krew w moczu naszego czworonoga. Choroba jest bardzo groźna i wymaga natychmia­stowej wizyty u weterynarza.

Jeszcze parę lat temu na rynku funkcjonowały trzy leki, które można było podawać chorym czworonogom. Obecnie pozostał tylko jeden Imizol – niestety nie zawsze jest on w stanie zwalczyć pierwotniaka i coraz częściej następują nawroty choroby. Włosi, którzy niemal od zawsze zmagają się z babeszjozą, często podają swoim psom leki na malarię, niekiedy rów­nież prewencyjnie – w niewielkich ilo­ściach przez cały sezon kleszczowy – jako pewnego rodzaju tarczę obronną. Nasi weterynarze znają te sposoby, ale oficjalnie nie mogą w ten spo­sób leczyć naszych psów, ponieważ są to leki dopuszczone tylko dla ludzi.

Na szczęście koncerny farmaceu­tyczne oferują szeroką gamę pro­duktów odstraszających i kleszczo­bójczych o różnym zastosowaniu i różnym sposobie oddziaływania substancji aktywnych. W sklepach dla zwierząt i w gabinetach wete­rynaryjnych znajdziemy więc roz­ twory do nakrapiania (tzw. spot-on), roztwory do rozpylania (tzw. spreje), szampony, zasypki, pudry, obroże, a od niedawna również tabletki i szczepionki, a nawet urządzenia elektroniczne i elektromagnetyczne.

Warto wiedzieć, że … […]

Cały tekst w marcowym numerze “Łowca Polskiego”

Aleksander Taras