fot. Shutterstock

Pies w wodzie

0
102

W procesie układania psa do pracy w wodzie musimy najpierw go oswoić z tym środowiskiem, potem nauczyć aportowania, a na koniec umieć nim kierować na odległość.

Część myśliwych uznaje szkolenie za zakończone, kiedy pies chętnie pływa po rzucony na taflę jeziora aport, co niekoniecznie przekłada się na wyniki podczas polowania.

Do nauki psa pracy w wodzie trzeba podchodzić zadaniowo i układać go pod kątem sytuacji napotykanych podczas prawdziwych łowów. Zarośnięty szuwarami staw to nic innego jak zwykły miot, który należy jak najdokładniej przeczesać. Wiemy, że czasami kaczki bardzo niechętne opuszczają wodne zarośla, więc nie poderwą się stamtąd, dopóki nie wypchnie ich przedzierający się za nimi pies. Zatem jest to umiejętność, której należy go koniecznie nauczyć. Kiedy z kolei ptaki spadną po strzale do stawu, bardzo rzadko pies je widzi, ponieważ znajduje się w tym momencie w gęstych szuwarach. Dlatego najczęściej posyłamy go po aport z lądu. Powinien więc reagować na naszą komendę: „Naprzód, aport” i wpływać w każde miejsce, które wskażemy mu ręką.

Podczas prawdziwego polowania kaczka dryfująca trzydzieści metrów od brzegu na czystym lustrze wody to naprawdę rzadki przypadek. Dlatego rzucanie kijków do jeziora to zaledwie utrwalanie i rozwijanie etapu pierwszego, czyli oswajania psa ze środowiskiem wodnym.

Nic na siłę

Część psów boi się wchodzenia do wody i dla wielu właścicieli stanowi to duży problem. Zapewniam jednak, że ten etap jest wbrew pozorom najłatwiejszy. Trzeba tylko przestrzegać kilku zasad. Po pierwsze, nie można robić niczego na siłę. Po drugie, należy wybierać optymalne warunki (upalny dzień, łagodny brzeg stawu), a po trzecie, trzeba pojawiać się z psem nad wodą możliwie często. Pamiętajmy, że chcemy, aby nasz pupil wodę lubił, a nawet pokochał i nie musi stać się to natychmiast. Jeśli nie dziś, to jutro. Dajmy sobie czas, bo pośpiech może tu zdecydowanie zaszkodzić.

Najważniejsze na początku jest, aby … […]

Cały tekst w majowym numerze “Łowca Polskiego”

Andrzej Wilczopolski