fot. archiwum Sławomira Strzelczyka

Podwójne życie doktora

0
3301

Na co dzień ratuje ofiary wypadków i żartuje, że nie ma takiego bólu, którego jako chirurg nie mógłby wytrzymać… u pacjenta. Łowiectwo to jego drugie życie. Uważa je za szkołę niezbędnej u lekarza cierpliwości, ale także charakteru.

Kiedy operacja replanta­cji kończyny u dziecka dobiegła szczęśliwie końca, dziennikarka gazety, w której słowo toleran­cja odmienia się przez wszystkie przypadki, poprosiła pana dok­tora o wywiad. Na koniec rozmowy poświęconej chirurgii, lekarskiemu powołaniu i poświęceniu, empa­tii, a także potrzebie nieustannego samokształcenia, spytała chirurga o hobby. Ponieważ pan doktor uważa, że ten, kto nie przyznaje się do swych namiętności, wstydzi się samego sie­bie i postępuje nierycersko, odparł bez wahania: „polowanie”. Dziennikarka przyoblekła się w upiorną bladość: „Pan? Taki humanista? Do zwierzą­tek?”. Na to doktor, który wyznaje zasadę, że żarty należy opowiadać przy zachowaniu absolutnej powagi, zripostował: „Łaskawa pani redaktor, skoro przez sześć dni w tygodniu nie zajmuję się niczym innym poza rato­waniem życia, to siódmego dnia mogę chyba zrobić coś dla odmiany?”.

W ogóle stosunek pana doktora do naszych zielonych braci jest jak najbardziej pozytywny i przyjazny. W opinii Sławomira Strzelczyka ktoś, kto zajada zieleninę i uważa siebie – dajmy na to – za emu, w pełni zasłu­guje na szacunek. Uwagę, że myśliwi wprawdzie szanują odmienność, ale nie mogą – jak dotąd – liczyć na wza­jemność, doktor komentuje krótko: „Podczas studiów uczęszczałem na wykłady z psychiatrii. Tam uczono, że to ja mam rozumieć pacjenta, a nie pacjent mnie. Tego się trzymam”. […]

Cały tekst w lutowym numerze “Łowca Polskiego”

Bartosz Marzec

Reklama