Pomorski „Bażant”

0
326

Ani wysokie składki, ani liczne polowania dewizowe nie są potrzebne, by wzorowo gospodarować i regulować należności za wyrządzone przez zwierzynę szkody.

Dziś, gdy koło prosperuje jak dobrze zarządzana firma, trudno uwierzyć, że początki były tak skromne. Dość powiedzieć, że pierwszy plan łowiecki sprzed 55 lat to zaledwie: pięć kozłów, osiem kóz, jedno koźlę i 12 dzików. Na szczęście założyciele „Bażanta”, z grona których żyje jeszcze Eugeniusz Skiba, przystąpili do pracy z zapałem godnym ludzi, któ­rzy – parafrazując znane powiedzenie Alberta Einsteina – nie wiedzieli, że się nie da. Od początku postawili na polep­szanie warunków siedliskowych i współpracę z miejscową ludnością.

O skali sukcesu pomorskich myśli­wych świadczy teraz m.in. stanica, która bardziej przypomina luksusowe gospodarstwo agroturystyczne. Aż trudno uwierzyć, że ta wspaniała inwe­stycja powstawała etapami i niejako przypadkiem…

W 1995 roku, a więc wkrótce po denominacji, myśliwi kupili za 9,5 tys. zł 60 arów popegeerowskiego gruntu ze zdewastowanym budynkiem mieszkalnym i zrujnowaną chlewnią. Dom został z czasem przebudowany i poszerzony – znajdują się tam obecnie sala obrad, pokoje dla podprowadzają­cych i „służbowe” mieszkanie łowczego. Na miejscu chlewni postała piętrowa kwatera dla myśliwych (siedem wygod­nych 2-osobowych pokoi z łazienkami!). Parter zajmuje sala balowa z zaple­czem kuchennym. Tu odbywają się myśliwskie bale, a ponieważ sala może pomieścić nawet 80 osób, wynajmuje się ją niekiedy na rozmaite rodzinne uroczystości.

Dla nadania kwaterze malowniczego charakteru na dokupionej sąsiadującej działce o powierzchni 2,5 ha wyko­pano staw, który następnie zarybiono. W jakiś czas później ponownie udało się powiększyć stan posiadania.[…]

Cały tekst w sierpniowym numerze “Łowca Polskiego”

Bartosz Marzec / fot. archiwum Huberta Osaka i Jerzego Moździerza

Reklama