fot. GettyImages

Powracający problem

0
184

Podczas polowania na pióro najważniejszym zadaniem psów jest przynoszenie upolowanego ptactwa. Aby przygotować czworonoga do tej pracy, nie zawsze wystarczy bawić się z nim w aportowanie zabawek i kijków. Czasami trzeba nauczyć go przynoszenia… kaczek.

Najczęstszym proble­mem, z jakim musimy się mierzyć podczas nauki aportowania, jest niepodejmowanie ptactwa z suchego pola. Pies przynosi bardzo chętnie wszystkie przedmioty szkoleniowe, a nawet kaczki z wody, natomiast nie chce podjąć ich z ziemi. Sposo­bów na zaradzenie temu jest kilka, więc podam te, które według mnie są najskuteczniejsze.

Aport z lądu

Najlepsza metoda to zapobiega­nie. Jeżeli mamy szczeniaka, z którym zamierzamy polować na ptactwo, powinniśmy oswoić go jak najwcze­śniej z piórem. Młode psy są otwarte na nowości, tak więc chwytanie w kufę skrzydełek z dzikiej kaczki nie stanowi dla nich specjalnego wyzwa­nia. Wygląda to inaczej w przypadku psów starszych.

Gdy czworonogi podrosną, należy te ćwiczenia kontynuować, ale jed­nym z najważniejszych warunków jest urozmaicanie pomocy szkolenio­wych. Pies powinien nosić drewniane koziołki, skóry z zająca, z lisa, czapkę, rękawiczkę, smycz, czyli właściwie każdy przedmiot, który mu wskażemy. Ta różnorodność uczy go, że słowo „aport” oznacza przyniesienie dosłownie wszystkiego, czyli między innymi ptactwa z ziemi.

Warto podkreślić, że lekcje należy co jakiś czas powtarzać. Kilka razy szkoliłem psy, które jako szczeniaki nosiły ptactwo przywiezione z polo­wania, a rok później, kiedy pojechały na swoje pierwsze łowy, już tego nie robiły. Jak się okazuje, nie tak prosto i szybko kształtuje się u psa nawyki. […]

Cały tekst w sierpniowym numerze “Łowca Polskiego”

Andrzej Wilczopolski / fot. GettyImages

Reklama