fot. Rafał Łapiński

Powrót do strzelby

0
438

Wróciło zainteresowanie dawnymi metodami polowań na lisy. Kuśnierze zaczęli nieźle płacić za dobre skórki, a trofea zdarzają się też medalowe. Jest zatem szansa, że za kilka lat zające, bażanty i kuropatwy będą stałym elementem polnego krajobrazu.

Zanim na zagonach pojawiła się kukurydza, dzik w polnych obwodach był wyłącz­nie przechodni. Polowało się na kuropatwy, bażanty, kaczki, zające, czasem sarny. Dziki i jelenie to była wyłączna domena lasu. Dzisiaj we wschodnich rejonach kraju, gdzie przeszedł ASF, historia zatacza właśnie koło.

W dawnych latach dobra dubeltówka była przedmiotem marzeń, dumy i gwarantem myśliwskich sukcesów. Wychwalano ciętość niemieckich dwudziestek, wzdychano do ele­ganckich belgijek, a archaiczne kurkówki z Tuły zadziwiały największych niedowiarków skutecznością.

Kiedy „złoto Ameryki” zaczęło być uprawiane nie tylko w wielkich łanach, ale nawet na malutkich chłopskich spłachetkach, dziki rozmnożyły się lepiej niż zające w kapuście. Las przestał już im być potrzebny, bo w kukurydzy gęsto, bezpiecznie i zawsze jedzenia do syta.

Tak się złożyło, że w tym samym czasie zaczęto szczepić z samolotów lisy przeciwko wściekliźnie. Rok do roku przybywało dzików, rok do roku przybywało lisów, a zwierzyna drobna powoli zaczęła zanikać. […]

Cały tekst w grudniowym numerze “Łowca Polskiego”

Paweł Biliński / Kulą w miot.