fot. Rafał Łpaiński

Przechytrzyć przecherę

0
608

Sukces podczas polowania na drapieżniki nie zależy od mistrzowskiego opanowania technik wabienia. Wystarczy w miarę wiernie naśladować kniazienie zająca, a do dubeltówki czy drylingu załadować śrut numer 2. Cała tajemnica polega na odpowiednim doborze miejsca na zasiadkę.

Na pewnym antyłowieckim portalu oczerniono niedawno myśliwego, który zamieścił w Internecie zdjęcie z upolowanym przez siebie przecherą. W komentarzu mogliśmy przeczytać, że zwierzę zostało „brutalnie zamordowane”, choć przecież mogło „biegać wśród traw, cieszyć się wiatrem i wolnością”. Dalej było równie ciekawie: „Zabijanie lisów niczemu nie służy, współcześni myśliwi nie potrzebują ich futer by przetrwać zimę chroniąc się przed zimnem. Mięso lisa jest niejadalne. Myśliwi którzy zabijają te piękne zwierzęta robią to tylko z sadystycznych pobudek” (pisownia oryginalna).

Jak sądzę, autor tych słów jest zbyt inteligentny, by wyznawać głoszone przez siebie poglądy, ale pozostawmy tę sprawę na boku. Dość, że taką właśnie wizję świata i przyrody pseudoekolodzy prezentują społeczeństwu, które coraz częściej z naturą ma kontakt tylko i wyłącznie za sprawą telewizji. Naszym łowieckim obowiązkiem pozostaje w tej sytuacji prowadzenie edukacji przyrodniczej i uświadamianie nie tylko najmłodszym skali zagrożeń wynikających z rosnącej presji drapieżników.

Ochrona przez odstrzał

Jeszcze do niedawna była to wiedza powszechna i – jak by powiedział klasyk – „oczywista oczywistość”: lisy są śmiertelnie niebezpieczne nie tylko dla zwierząt łownych, ale także dla …[…]

Cały tekst w styczniowym numerze “Łowca Polskiego”

Stefan Kropaczewski

Reklama