Przyrodnik na łowach

0
172

Należy do współtwórców Muzeum Przyrody w Olsztynie. Podczas polowań ma szansę obserwować zwierzęta w ich naturalnym środowisku, a swoją unikalną wiedzę wykorzystuje później jako preparator. 

Janusz Dynowski jest też strażnikiem pamięci o swym dziadku – łowczym Puszczy Białowieskiej i organizatorze polowań dla prezydenta Mościckiego. Ileż historii mogłaby nam opo­wiedzieć myśliwska sygnałówka, którą trzyma w ręku Janusz Dynowski? Srebrzysta, ze skórzanym oplotem, wygląda całkiem zwyczaj­nie. Tak naprawdę wyróżnia ją tylko wygrawerowana dedykacja: „Panu Łowczemu Stefanowi Charczunowi – pracownicy. Białowieża, 11 listopada 1934”. To właśnie tę trąbkę można zobaczyć na czarno-białych kronikach filmowych i fotografiach, które przed wojną zamieszczały tygodniki informu­jące o najważniejszych wydarzeniach w świecie dyplomacji. Sygnał oznaj­miający początek łowów dawał wtedy na niej dziadek pana Janusza – łowczy Puszczy Białowieskiej, odpowiedzialny za organizację zbiorowych polowań dla prezydenta Ignacego Mościckiego i zaproszonych przez niego gości. Był mężczyzną o nienagannej prezencji i gdy się patrzy na niego – ubranego w dobrze skrojony kożuszek spięty skórzanym pasem, z przekrzywioną zawadiacko papachą i dubeltówką na ramieniu – można odnieść wrażenie, że Stefan Charczun zszedł z któregoś z obrazów mistrza Juliana Fałata.

Głuszec w worku

Białowieża nie miała przed nim tajemnic, znał tu każdą trybę i każdy dukt. Puszczę przemierzał pieszo, konno, a podczas oficjalnych łowów – bryczką lub saniami. Zawsze zabierał ze sobą dryling o lufach śrutowych kalibru 28, gdyż – jak twierdził – hodowca nie może się pojawiać w kniei bez broni. Spotkania z drapieżnikiem – w tym z wilkiem, na którego szczegól­nie lubił polować – nie da się przecież przewidzieć. […]

Cały tekst w majowym numerze „Łowca Polskiego”

Bartosz Marzec