fot. Shutterstock

Przyszłość szaraka

0
372

Prowadzący krucjatę w obronie ptaków pseudoekolodzy domagają się przy okazji objęcia całkowitą ochroną zagrożonego, ich zdaniem, zająca. Sami ich napędzamy, pisząc, że populacja szaraka od kilkudziesięciu lat drastycznie spada. Tymczasem jeśli zając ma dogodne warunki – świetnie sobie radzi!

Obecny stan populacji pospolitego mieszkańca naszych pól cały czas porównujemy do zło­tych czasów, gdy na każdym polowa­niu padało po kilkadziesiąt szaraków. Rozumiem, że może to frustrować. Doskonale pamiętam te czasy, bo jako dzieciak towarzyszyłem nieraz ojcu w takich polowaniach.

Zimy były normalne – z mrozem i śniegiem – więc polowanie zazwy­czaj oglądałem zarówno z pozycji naganiacza, jak i siedząc na stołku za tatą. Widok kilkunastu zajęcy śmi­gających w miocie, dźwięki kołatek, pokrzykiwania naganiaczy, pokot i tradycyjny posiłek pamiętam dosko­nale do dziś.

Próba porównywania tamtych łowów do dzisiejszych jest nieporo­zumieniem. Można, oczywiście, żyć wspomnieniami, ale lepiej chyba zaakceptować rzeczywistość i dzia­łać. W moim odczuciu sytuacja zająca wcale nie wygląda źle!

Trudno wyobrazić sobie łowisko w naszym kraju, gdzie nie spotkamy ani jednego kopyry. Choć z drugiej strony prawdą jest, że w większo­ści kół nawet najstarsi myśliwi nie są w stanie powiedzieć, kiedy ostatni raz strzelili szaraka. W skali kraju dzierżawimy prawie pięć tysięcy obwodów, ale aż w czterech tysią­cach nie polujemy na zające! W tym momencie nasi przeciwnicy zacie­rają ręce. Takie statystyki są dla nich przecież dowodem, że zające już tam wyginęły. Nie są w stanie wyobrazić sobie sytuacji, w któ­rej „wstrętny morderca” może zabić biednego szaraczka, ale tego nie robi. A tymczasem… […]

Cały tekst w grudniowym numerze “Łowca Polskiego”

Paweł Gdula / fot. Shutterstock / Temat miesiąca.