fot. Alamy

Rewiry nad Bzurą

0
154

Mamy w skali kraju tylko kilka łowisk, gdzie w sezonie strzela się blisko 300 zajęcy. W jednym z nich gospodarują myśliwi z sochaczewskiego koła „Bzura”, które w tym roku obchodzi jubileusz 65-lecia. W rozmowie z „Łowcem Polskim” myśliwi zdradzają tajemnicę swojego sukcesu oraz podpowiadają, jak zorganizować polowanie na szaraki!

Polowanie zbiorowe przypo­mina teatr, a każdy spek­takl powinien mieć wła­ściwą dramaturgię. W kole „Bzura” dba o nią prezes Romuald Ozimek. Rozprowadzając myśli­wych, komentuje: „Za to stanowi­sko bez wahania daję pięć złotych”, „Ty, kolego, nawet nie ładuj broni”, „Po tym pędzeniu z pewnością zosta­niesz królem – albo pudlarzy, albo polowania”. Mówi tak pół żartem, pół serio. Każde łowy są nieprze­widywalne, ale wiadomo, że prezes sprawuje swoją funkcję nieprzerwa­nie od 1979 roku, łowisko zna jak własną kieszeń i doskonale orientuje się, którędy będą pomykać ruszone z kotlin szaraki.

Rzecz jasna pędzone przez nagankę uciekają najchętniej pod górkę, poruszając się zwykle wzdłuż bruzd (dlatego zaoranych pól nigdy nie pędzi się w poprzek), a zmie­rzają zazwyczaj w stronę remiz czy pasów zakrzaczeń. Tajemnicą pozo­staje natomiast, dlaczego zajęcze przesmyki wiodą na przykład przy samotnej gruszy czy w miejscu, które niczym się nie wyróżnia. Wiedzę o tych przyzwyczajeniach zdobywa się tylko dzięki praktyce.

Łowy na szachownicy

Szczęśliwcy, którzy zostali zaproszeni na polowanie do koła „Bzura”, otrzymują niezwykłą okazję do odbycia podróży w cza­sie. Stają na stanowisku w obwo­dzie o powierzchni nieco ponad 6 tys. ha, gdzie wciąż dominuje tak pożądana przez zwierzynę drobną mozaika upraw i gdzie cały czas spotyka się coraz rzadsze w pol­skim krajobrazie rolniczym miedze. Jak zapewnia prezes Ozimek, w ich łowisku od drugiej wojny światowej nie zaorano ani jednej! […]

Cały tekst w grudniowym numerze “Łowca Polskiego”

Bartosz Marzec