fot. Adrian Grela

Śladami mistrza Puchalskiego

0
178

Kiedyś wyjeżdżał na polowania zaopatrzony w niezbędne akcesoria do łowów krwawych i bezkrwawych. Początkowo wygrywała pasja łowiecka i podchodząc kozła, Adrian Grela decydował się na strzał. Nastąpił jednak moment przełomowy i to sztucer musiał ustąpić pierwszeństwa lustrzance.

Czy to przypadek, że termin „bezkrwawe łowy” został stworzony przez myśliwego?

 – Włodzimierz Puchalski, bo o niego chodzi, dostrzegał zapewne podobieństwo między polowaniem ze swoją ukochaną kniejówką Merkla i „polowaniem” z aparatem. Obie te aktywności wymagają przecież nie tylko imponującej wiedzy z zakresu biologii zwierzyny, ale także sprytu, wytrwałości, a przede wszystkim… miłości do przyrody. Natura prawdziwego myśliwego skłania go do polowania, ale z drugiej strony nie pozwala mu pozostać nieczułym na piękno lasu i zwierząt łownych. Będąc bacznymi obserwatorami, myśliwi nierzadko sięgają więc po aparat fotograficzny, aby utrwalić to, co budzi w nich zachwyt. Dodam tylko, że wychowałem się na albumach Włodzimierza Puchalskiego oraz Włodzimierza Łapińskiego – obaj stali się dla mnie autorytetami. Zarówno „Bezkrwawe łowy”, jak i „Wędrówka po puszczy” pozo- stały szczególnymi pozycjami w moim zbiorze.

Ty również polujesz, kontynuując rodzinną tradycję.

– Wychowałem się w środku łowiska – w małej miejscowości Grodziec na Opolszczyźnie, położonej pośród Borów Niemodlińskich. Już jako nastolatek podchodziłem w bagnach ryczące byki. Znając uprzednio ich weksle i sprawdzając kierunek wiatru, planowałem …[…]

Cały tekst we październikowym numerze “Łowca Polskiego”

Rozmawiał Piotr Szalaty

Reklama