fot. arch. Beretta

Starcie tytanów

0
627

Podobne parametry, zbliżone ceny i jedno odwieczne pytanie – co lepsze: bok Beretty czy Browninga? Odpowiedź pomogą znaleźć utytułowani strzelcy sportowi – Zbigniew Grabałowski i Piotr Kraiński.

Poprosił mnie o radę młodszy kolega po strzelbie. Zastanawiał się, czy do polowań i sporadycznych wypadów na strzelnicę lepszy okaże się bok Browninga czy Beretty. Myślał, rzecz jasna, o broni z wymiennymi czokami. Cóż, wybór nie jest łatwy, ponieważ mówimy o producentach światowej klasy. Nie oznacza to jednak wcale, że nad tą kwestią nie warto się zastanowić.

W arsenale Legii

Pamiętam, jak by było to wczoraj, a przecież minęło już z górą ćwierć wieku. Jako nastoletni chłopak po raz pierwszy zszedłem do magazynu broni sekcji strzeleckiej CWKS Legia w Rembertowie. Mam nadzieję, że ksiądz katecheta wybaczy mi to porównanie, ale poczułem się… jak w raju. Zobaczyłem kilkadziesiąt boków renomowanych firm: nadlufki Merkla 303, FN B25, Browninga i Beretty. Nie dość, że mogłem nacieszyć nimi wzrok, to otrzymałem też pozwolenie, by z każdej się złożyć. A co najważniejsze: jedna ze śrutówek miała się odtąd stać „moją” i posłużyć do strzelań w sekcji. Po kilku przymiarkach wybór padł na nadlufkę belgijskiej firmy FN, którą po dwóch latach zamieniłem na nowego Browninga GTi Ultra z bardzo mocnymi wierceniami ¾ i 1/1.

Czemu podjąłem taką właśnie decyzję?

Cały tekst w styczniowym numerze “Łowca Polskiego”

Wacław Matysek

Reklama