Sto lat na łowach

0
59

Członkowie Towarzystwa Myśliwych w Rzeszowie konsekwentnie realizują cele wytyczone w statucie, który uchwalili 135 lat temu! 
O dalekowzroczności i mądrości założycieli świadczą ich postanowienia podjęte 19 listopada 1880 roku, podczas pierwszego zebrania. Myśliwi wyszli z założenia, że powinni się jednoczyć, „aby drogą bezustannej, wytrwałej i niekiedy żmudnej propagandy urabiać na rzecz prawidłowego łowiectwa przychylną psy­chikę, jeśli nie całego narodu, to przynajmniej jego górniejsze, myślące warstwy”. Celem towarzystwa było również popula­ryzowanie prawdy, że „mądrze pojęte myślistwo i gospodarka łowną zwierzyną wiąże się ściśle z ogólnym dobrobytem i może stać się powoli wielkiem bogactwem narodowym”.

Towarzystwo powstało dzięki Ignacemu Gumińskiemu, ziemianinowi z powiatu rzeszowskiego. On też został pierwszym prezesem. Dwa miesiące po zebraniu założycielskim odbyło się pierwsze zbiorowe polowanie. Zorganizowano je 24 stycz­nia 1881 roku na terenach Malawy (na wschód od Rzeszowa, u podnóży wzgórza Marii Magdaleny). Od samego początku Towarzystwo skupiało miejscową elitę: lekarzy, sędziów, kup­ców, oficerów, urzędników oraz ziemian. To dzięki tym zacnym ludziom wypracowano zasady i reguły, które obowiązują do dziś.

Od początku swego istnienia koło dbało o ochronę łowisk, wychodząc z założenia, że nie poluje ten, kto nie hoduje. Rewirów strzegli płatni dozorcy, a nad poszczególnymi łowi­skami czuwali wyłonieni losowo członkowie Towarzystwa – odwiedzali je często, dbali o liczebność zwierzyny, eliminując szkodniki, a podczas polowań zbiorowych pełnili funkcje prowadzących. Bezwzględnie walczono z kłusownictwem – członkowie Towarzystwa opłacili dozorcę, który w dniach targowych obchodził rynek w Rzeszowie, sprawdzając, czy nikt nie sprzedaje skłusowanej dziczyzny. Liczebność zajęcy, kuropatw czy bażantów zwiększała się z roku na rok również dzięki przestrzeganiu zakazu polowania w sezonie, który poprzedziła śnieżna i mroźna zima. Duże znaczenie miała introdukcja.

Myśliwi nieustannie doskonalili się w strzelaniu. Pierw­sze zawody zostały zorganizowane 25 lutego 1907 roku. Dla najlepszego strzelca przewidziano nagrodę w postaci sztucera Mannlicher-Schönauer. Informację o rywalizacji zamieścił na swoich łamach, w dziale „Drobiazgi Myśliwskie”, „Łowiec Polski”. W artykule „Strzelanie konkursowe” czytamy: „Oddział Galicyjskiego Towarzystwa Łowieckiego w Rzeszo­wie odbył zjazd walny, połączony z zawodami w strzelaniu”. Brało w nich udział aż 117 strzelców. Uczestnicy konkurowali w strzelaniu do tarczy na odległość 100 i 120 kroków, do tar­czy ruchomej na odległość 50 i 80 kroków oraz do glinianych krążków i gołębi.

tow-01

Ze względu na ogromną liczbę jastrzębi, wron, srok oraz zdziczałych kotów i psów, które pojawiały się w łowiskach, Rada Koła zatrudniała strażników. Zdobywając doświadczenie i ucząc się na własnych błędach, nieustannie modernizowano i udoskonalano regulamin, m.in. wprowadzając przepisy dyscyplinujące myśliwych. I tak, za niestosowne zachowanie członek Towarzystwa mógł zostać ukarany grzywną w wyso­kości od 10 do 30 koron. Dodatkowo 24 marca 1905 roku wprowadzono nakaz dotyczący polujących w grupie myśli­wych, który mówił o bezwzględnym podporządkowaniu się prowadzącemu polowanie. Jak przedstawiał się wówczas plan łowiecki? W latach poprzedzających wybuch pierwszej wojny światowej strzelano średnio 10 rogaczy, 15 lisów, 200 zajęcy, 200 kuropatw oraz 50 przepiórek.

Nowy rozdział w historii koła otwarto 19 kwietnia 1919 roku, kiedy to odbyło się pierwsze w wolnej Polsce walne zebra­nie. Omawiano na nim niezwykle trudną sytuację Towarzystwa – niegdyś zasobne w zwierza tereny zostały doszczętnie spusto­szone bądź przez żołnierzy, bądź przez nękaną głodem ludność. Myśliwych czekała tytaniczna praca. Czuwał na nią wybrany na nowego prezesa dr Adam Miodowicz, szef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. Funkcję sekretarza koła sprawował natomiast Władysław Gürtler, który prowadził korespondencję z ówczesnym redaktorem „Łowca Polskiego” Józefem Włady­sławem Kobylańskim. W naszym miesięczniku opublikował też Gürtler artykuł „Szlakiem myśliwskiej przygody”.

Towarzystwo Myśliwych odradzało się niczym Feniks z popiołów. Po kolejnym kataklizmie dziejowym – drugiej wojnie światowej – liczyło ono 46 członków oraz strażników łowieckich. Ze względu na przetrzebione populacje zwierzyny polowania rozpoczęły się dopiero na przełomie lat 1947 i 1948. W latach 60. i 70. XX wieku w łowiskach spotkania z orężnymi odyńcami nie należały do rzadkości, a wielką atrakcję stanowiły polowania na zające. W rekordowym sezo­nie 1973/1974 strzelono ich aż 999!

tow-02

Obecnie koło liczy 90 myśliwych i 3 stażystów. Gospo­daruje w czterech obwodach o łącznej powierzchni 25 tys. ha. Plan łowiecki obejmuje 80 jeleni (w tym 25 byków), 220 saren (95–100 rogaczy), 320 dzików. W łowiskach towarzystwa zdobywane są kapitalne trofea – w ubiegłym roku Wojciech Solarski, myśliwy z ponadtrzydziestoletnim stażem, strzelił złotomedalowego byka jelenia, a Ireneusz Szegda zło­tomedalowego odyńca. Z kolei naj­mocniejszego kozła – parostki wyce­niono na 149,40 pkt CIC – strzelił w 1992 roku Karol Ungeheuer.

W ostatnim czasie myśliwi zasilali łowiska kuropatwą, wykorzystując fundusze z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Postawili murowany dworek myśliwski imienia Ignacego Gumiń­skiego, w którym organizowane są wystawy łowiecko-przyrodnicze i spotkania z młodzieżą. Koło stale współpracuje z zespo­łami szkół w Wysokiej Głogowskiej i w Rudnej Wielkiej. Kołem kieruje zarząd w składzie: Jerzy Solarski – prezes, Karol Ungeheuer – łowczy, Wincenty Miąsik – podłowczy, Zbigniew Kacprzak – skarbnik, Witold Chociński – sekretarz.

Zbigniew Dec