Szaleństwo wypalania

0
127

Nie ma sposobu, by powstrzy­mać rolników przed wypa­laniem traw. Tradycja jest silniejsza od kar i zdrowego rozsądku. To również nasz problem. W wiosen­nych pożarach znikają siedliska i ostoje, w ogniu giną dzikie zwierzęta.

W ostatnią niedzielę lutego nieznany sprawca wzniecił pożar na obrzeżach Oleśnicy. W ogniu stanęły tzw. Oleśnic­kie Kwadraty – kilkaset hektarów starych łąk i nieużytków w pobliżu ogród­ków działkowych. Strażacy gasili wiele godzin. Najpierw odcięli płomieniom drogę do pobliskich zabudowań, otoczyli pożar i wreszcie zdusili ogień. Zawsze jest ryzyko, że w pogorzelisku są ludzie – pod­palacze lub przypadkowe ofiary. Dlatego wypalony teren trzeba przeszukać. Ludzi, na szczęście, nie było, ale w gorących popiołach strażak znalazł malutkiego dzika – pasiaka. Zwierz miał spalony gwizd i głębokie poparzenia całego ciała.

Dzięki portalowi internetowemu MojaOlesnica.pl ruszyła pomoc. Żeński pasiaczek dostał imię „Ola” – od Ole­śnicy. Natychmiast trafił do Ośrodka Badań Środowiska Leśnego i Hodowli Zwierząt Łownych w Złotówku. To pla­cówka Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Ośrodek leczy i rehabi­lituje dzikie zwierzęta. Jednak szybko się okazało, że obrażenia są bardzo poważne. Po kilku godzinach warchlaka przewieziono do specjalistycznej kliniki weterynaryjnej we Wrocławiu. Umiesz­czono go w sterylnym inkubatorze. W mieście ruszyła zbiórka pieniędzy na leczenie i przyszłą rehabilitację.

Trzydniowa walka o życie zakończyła się klęską. Determinacja, z jaką Oleśnica walczyła o małego dzika, budzi szacunek. I nie był to żaden bambizm, tylko natu­ralny odruch wobec zwierza tak straszli­wie skrzywdzonego przez człowieka.

Pożar spod Oleśnicy pokazuje, że w ogniu traw stawką nie są wyłącz­nie ostoje czy miejsca lęgu, ale również zwierzęta. Dlatego nie można być obo­jętnym. Część rolników wyżej ceni głu­pią tradycję niż wiedzę z podręczników. Nie do wszystkich dociera, że wiosenny ogień nie użyźnia ziemi, lecz ją wyja­ławia. Katastrofa ekosystemu redukuje plon nawet o 10 procent!

Jaka jest skala zjawiska? Ze statystyk wynika, że ogień na łąkach, nieużyt­kach i ścierniskach to około 30 procent wszystkich pożarów w Polsce. Co roku z dymem idą dziesiątki tysięcy hekta­rów. Są też ofiary w ludziach. Najtra­giczniejszy był rok 2016. W wyniku pożarów traw życie straciło 6 osób, a 81 zostało rannych. Jak to możliwe?

Specjaliści wyliczyli, że ogień na tra­wach przemieszcza się z prędkością okolo 20 km/godz. Człowiek, jeśli nie jest sportowcem, biegnie wolniej. Zmienny wiatr może sprawić, że pod­palacz staje pośrodku własnego dzieła. Życie dowodzi, że z takiej matni nie­kiedy trudno uciec.

Strażacy i policjanci mówią, że jedną z przyczyn jest nieświadomość kar, jakie grożą za wypalanie łąk i nieużytków. Te zawarte są w kilku aktach prawnych i potrafią być naprawdę dolegliwe.

Co do zasady wypalanie traw to wykroczenie zagrożone grzywną do 5 tys. złotych. Jeśli jednak ogień z łąk prze­niesie się na zabudowania, wówczas sprawca może odpowiadać za wywoła­nie zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi albo za spowodowanie strat w mieniu w wielkich rozmiarach. Kodeks karny przewiduje za to do 10 lat więzienia. Zagrożenie dla sprawcy przewiduje również ustawa o ochronie środowiska. Zgodnie z jej zapisami, kto wypala łąki, pastwiska, nieużytki, rowy, pasy przy­droże, szlaki kolejowe, trzcinowiska albo szuwary – naraża się na aresztowanie lub grzywnę. Karę dla sprawcy można również wywieść z ustawy o lasach, jeśli ogień pojawi się w odległości mniejszej niż 100 metrów od granicy lasu.

Finansowe kary zawarte są również w procedurach przyznawania unijnych dopłat bezpośrednich. Te wymagają od rolnika tzw. dobrej kultury rolnej. Wypalanie traw stoi do niej w oczywi­stej sprzeczności. Stwierdziwszy umyślny pożar łąk i odłogów, Agencja Restruktu­ryzacji i Modernizacji Rolnictwa może wysokość opłat zmniejszyć, a w skrajnych przypadkach, jeśli dysponent gruntu pod­kłada ogień uporczywie i celowo, może go unijnych pieniędzy całkowicie pozbawić.

Tam, gdzie perswazja nie skutkuje, zadziałać powinno uderzenie w kieszeń. Czy zatem iść na wojnę z rolnikiem, skoro ten może się odpłacić łatwym obecnie wyłączeniem gruntu z obwodu? Taki dylemat każdy powinien rozstrzy­gnąć w myśliwskim sumieniu. Można jednak przyjąć, że solidarność z prze­stępcą nigdy nie popłaca.

Marek Ledwosiński