fot. Shutterstock

Tajemnicza śmierć

0
50

Tragedia w okręgu sieradzkim. W wiosce Wola Przedmiejska pod Uniejowem zginął 14-letni chłopiec. Jego ciało z raną postrzałową klatki piersiowej znaleziono w samo­chodzie stojącym na krawędzi rowu. W aucie leżała dubeltówka, z której najprawdopodobniej padł strzał. Policja ustaliła, że listopadowej soboty 2017 r. nastolatek, bez wiedzy ojca, zabrał fiata uno z podwórka. Reszta to domysły, bo prokuratura i policja nie udzielają informacji.

Sekcja zwłok potwierdziła, że przy­czyną śmierci była rana postrzałowa w okolicy mostka. Postępowanie prowadzone jest w kierunku samo­bójstwa. Śledczy przeprowadzili eks­peryment procesowy, który wyka­zał, że technicznie możliwe było to, aby chłopiec sam się postrzelił z myśliwskiej dubeltówki. Prokura­tura Okręgowa w Sieradzu potwier­dza, że w telefonie komórkowym chłopaka znaleziono plik tekstowy, któremu śledczy nadają rangę listu pożegnalnego.

Zrozumiałe emocje budzi kwestia broni. Prowadzący postępowanie nie wiedzą, skąd nastolatek wziął strzelbę i naboje. Nikt z otoczenia chłopca nie polował. Redakcja zapytała, czy broń kiedykolwiek była rejestrowana w Pol­sce, czy udało się ustalić jej ostat­niego posiadacza. Sieradzka prokura­tura okręgowa odmówiła odpowiedzi. Potwierdziła jedynie, że strzelba nie figurowała w policyjnym rejestrze broni utraconej.

Tymczasem istnieje równoległa wersja zdarzeń. Według nieoficjalnych wiadomości, nastolatek był pasjona­tem łowiectwa. Interesował się wszyst­kim, co wiązało się z polowaniem, dużo czytał. Według jednej z poszlak, postanowił sam zapolować. W niezna­nych okolicznościach zdobył strzelbę, ukradł ojcu samochód i przed świtem pojechał w teren. Świadczyć o tym miały lornetka, zapas kanapek i ter­mos z gorącą herbatą, znalezione obok broni. Młody kierowca miał kłopoty na drodze. Podczas nieumiejętnych manewrów z załadowanej dubeltówki padł przypadkowy strzał.

A sama broń? Lokalna prasa, która jest najbliżej, zatem często wie najlepiej, twierdzi, że strzelba nale­żała do myśliwego, który zmarł. Dal­sze losy jego strzelby nie są znane. Broń nie trafiła do policyjnego depo­zytu, nie została przez rodzinę sprze­dana osobie uprawnionej do posia­dania broni. Wypadła z oficjalnego obiegu. Nikt jednak nie zgłosił jej kradzieży ani zagubienia, zatem dubeltówka nie trafiła do rejestru broni utraconej.

Sprawa jest bardzo tajemnicza. Prokuratura potwierdza, że na broni są wyraźne numery i inne cechy fabryczne. Jeśli broń wyproduko­wana była po drugiej wojnie świato­wej, wówczas odtworzenie jej historii w większości przypadków jest moż­liwe. Jeśli strzelba pochodzi sprzed 1945 roku, przetrwała do dzisiaj w czyjejś piwnicy i nie była nigdy reje­strowana w Polsce, to prokuratura nie ma żadnych powodów, by o tym nie informować. Nie można wykluczyć, że czyjeś zaniedbanie przyczyniło się do śmierci chłopca.

Marek Ledwosiński / fot. Shutterstock