fot. Shutterstock

Utopili łosia

0
2418

Pojawienie się największego przedstawiciela rodziny jele­niowatych w okolicach miasta South Hero w amerykańskim stanie Vermont wywołało sensację. Zdaniem wezwanych na miejsce przedstawicieli stanowego departamentu środowi­ska zwierzę przybyło z sąsiedniego stanu Nowy Jork, przepływając jezioro Champlain. Niestety, źle wybrało, tra­fiając w miejsce przebywania szcze­gólnego gatunku ludzi – „miłośników przyrody”.

Pojawienie się niecodziennego gościa wywołało ogromne porusze­nie w lokalnej społeczności. Łoś poruszał się po terenie, korzystając z sieci lokalnych szlaków rowero­wych i wywołując niemałą sensa­cję. Pojawiła się telewizja, a wraz z nią dosłownie z każdą chwilą rósł tłum ludzi uzbrojonych w lornetki i aparaty fotograficzne. Każdy krok zwierzęcia oglądany był na żywo przez setki par oczu. Presja okazała się na tyle nieznośna, że przerażone zwierzę zostało zepchnięte z powro­tem do wody. Tym razem brzegi zbiornika zostały obstawione przez ciekawskich, uniemożliwiając zwie­rzęciu ucieczkę na ląd. W końcu, po kilku nieudanych próbach wydo­stania się na brzeg, na oczach „miło­śników przyrody” zwierzę utonęło.

– To głupia, nikomu niepotrzebna śmierć, która jest dobitnym przykła­dem ignorancji pseudomiłośników przyrody i całkowitej nieznajomo­ści reguł rządzących naturą – stwier­dzają tamtejsi myśliwi w odpowiedzi na zarzuty lokalnych przeciwni­ków łowiectwa, jakoby prowadzące do śmierci zwierzęcia zachowanie ludzi obliczone było na uniemożliwie­nie myśliwym dostępu i dokonanie rzekomo spodziewanego odstrzału łosia.

– No cóż, widać, że tak bardzo kochają przyrodę i tak bardzo nie­nawidzą myśliwych, że dla dobra zwierząt gotowi są je zabić, byle tylko nie mógł tego uczynić żaden myśliwy – stwierdził jeden z miejscowych łowców.

(PB)