fot. Karl-Heinz Volkmar

Uzbrojeni na chwilę

0
247

Nemrodzi wpajają młodym myśliwym zasadę, że nie wolno oddawać broni nawet na chwilę osobie niemającej pozwolenia na broń. Tymczasem jest to pogląd błędny. 

Nie podnosi kultury posiadania broni, a przede wszystkim nie jest zgodny z prawem. Można dać do ręki rozładowaną broń naganiaczowi lub stażyście. Ważne, by nie stracić nad nią kontroli.

Do redakcji „Łowca Pol­skiego” zadzwonił myśliwy. Człowiek w zacnym wieku, z dużym doświadczeniem łowieckim. Opisał przykrość, jaka spotkała go na jednej z ostatnich w minionym sezonie zbiorówek. W trakcie łowów myśliwi przemieszczali się popularną „bonanzą” (osobową przyczepą) cią­gniętą przez traktor. Nie chodzi tu jed­nak o meandry kodeksu drogowego. Na podwodę łowca musiał się wgra­molić po niedużej drabince. Starszy człowiek z bronią, torbą i krzesełkiem w ciężkiej zimowej kapocie. By sobie ułatwić – złamał strzelbę, sprawdził, czy lufy są puste, podał broń stojącemu tuż obok naganiaczowi, wolną dłonią chwycił poręcz drabinki i wdrapał się do środka.

Z przestępstwem mamy do czynienia tylko wtedy, gdy legalny dysponent broni, przekazawszy ją nieuprawnionemu, traci całkowicie rzeczywistą kontrolę nad bronią

Odebrał strzelbę z rąk chłopaka i szukał wolnego siedzenia. Stanął wówczas przed nim prowadzący polowanie i zawyrokował: – Kolego, dałeś broń do potrzymania nieuprawnionemu. Za karę dwa pędze­nia w „bonanzie”! Czy zastosowany środek dyscypli­nujący był słuszny? Jaki przepis złamał ukarany myśliwy? Żadnego! To prowa­dzący źle ocenił sytuację.

Trochę historii

Nie wolno dawać pustej broni do ręki osobie nieuprawnionej. Czy kiedykolwiek istniał taki zakaz? Historyczne poszukiwania ograniczmy do czasów obejmowanych własną myśliwską pamięcią niżej podpisanego, czyli do minionych 30 lat.

Pod rządami poprzedniej ustawy łowieckiej, tej z czerwca 1959 r., regu­lamin polowań samodzielnie uchwalał Polski Związek Łowiecki. Dokument miał rangę uchwały Naczelnej Rady Łowieckiej podejmowanej z mocy Sta­tutu PZŁ. […]

Cały tekst w kwietniowym numerze „Łowca Polskiego”

Marek Ledwosiński / fot. Karl – Heinz Volkmar