fot. Shutterstock

W bułgarskiej gospodzie

0
40

Giuwecz to potrawa, która swą nazwę wiedzie od glinianego naczynia, w którym tradycyjnie jest przygotowywana. Przyrządza się ją z warzyw, lecz może mieć mięsne dodatki – w górach są nimi kotlety z dziczej karkówki.

Bułgaria przyciąga turystów niczym barć misia, lecz ową barcią jest najczęściej jeden tylko kawałeczek ojczyzny Wasiła Lewskiego i Christo Stoiczkowa, wybrzeże Morze Czar­nego mianowicie. Tymczasem Bułga­ria to przede wszystkim góry, maje­statyczne jeszcze bardziej niż kopuły soboru św. Aleksandra Newskiego w Sofii, a w nich zwierza wielekroć więcej niźli wiernych sobór w najbar­dziej uroczyste dni pomieścić może. Zatem zasuwajcie nad morze na mule, lecz nie zapominajcie o dziczyźnie ze Starej Płaniny lub Pirynu.

Bułgaria to drugi cudzoziemski adres w mym życiu, ale pierwszy, czyli Węgry, w zasadzie się nie liczy, nad Balatonem bawiłem bowiem jako pacholę trzyletnie i nie mam stam­tąd absolutnie żadnych wspomnień, jak później z wesel kilku kolegów. Na wakacjach w Bułgarii miałem już lat pięć, więc pamiętam fantastycznie, jak mi się tam podobało. Tam, czyli nad morzem, gdyż rodzice podążyli ucieranym jeszcze w latach sześć­ dziesiątych szlakiem, mającym swój finał na plażach Słonecznego Brzegu, Primorska czy też Złotych Piasków, szlakiem nadal aktywnym, a ostat­nio nawet nadaktywnym. […]

Cały tekst w lipcowym numerze „Łowca Polskiego”

Robert Makłowicz / fot. Shutterstock.