fot. NAC

W cieszyńskiej kniei

0
205

Największy romantyk literatury łowieckiej, Julian Ejsmond, poznał bez mała wszystkie rewiry II Rzeczypospolitej. Opisał polowania na Kresach, w Puszczy Białowieskiej, a także na Śląsku Cieszyńskim. Zdarzyło mu się wyruszać na łowy i z marszałkiem Maciejem Ratajem, i z prezydentem Ignacym Mościckim.

W połowie listopada 1927 r. odbyło się pierwsze reprezen­tacyjne polowanie dla prezydenta Mościckiego i jego gości w lasach Komory Cieszyńskiej na bażanty i zające.

Prezydent przybył tam po raz pierwszy. Toteż ziemia śląska rado­wała się w słońcu z jego odwie­ dzin, wystrojona na przyjęcie gościa dostojnego w cały swój przepych zimowy, w cały swój czar diamentowy…

W łowach prócz prezydenta brali udział: ministrowie Niezabytowski, Romocki i Miedziński, przedstawi­ciele dyplomacji: Quevedo, Belitska, Stetson i Arnstedt, szef protokołu Przeździecki, szef Kancelarii Cywilnej Prezydenta Dzięciołowski, zastępca szefa Markowski, szef Gabinetu Woj­skowego płk Zahorski, adiutanci prezydenta: mjr Meyer, kpt. Jurgiele­wicz i kpt. Nagórny oraz panowie dyr. Miklaszewski, dyr. Loret, dyr. Sym, Łącki, Mycielski, Rudawski i niżej podpisany.

Polowanie trwało dwa dni. Prowa­dził je niezwykle sprawnie inspektor Szubert. Wszystko szło jak w zegarku. Naganka wyszkolona była znakomi­cie. Zwierzyny dużo.

Polowanie na bażanty nie miało niemiłego charakteru „rzezi”, nie było …[…]

Cały tekst we listopadowym numerze “Łowca Polskiego”

Julian Ejsmond / fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / Opowiadanie z tomu „Moje przygody łowieckie”

Reklama