fot. archiwum Piotra Szalatego

W pustyni i w puszczy

0
434

Jako myśliwy sam bywał zwierzyną. Równie dobrze strzela ze sztucera, jak i broni krótkiej. Kiedy nie poluje w dżungli lub w ukochanych polskich górach, zabezpiecza statki przed somalijskimi piratami. Nazywa się Szalaty. Piotr Szalaty.

Zanim rozpoczęło się polo­wanie, zapytał przewod­nika, co można strze­lać. Miejscowy łowczy o imieniu Brima spojrzał na gościa szeroko otwierając oczy: „Wszytko, co się rusza, Peter. Nawet jeśli ucieka na drzewo”. Łowisko można było śmiało uznać za typowo leśne. Pora­stał je bowiem las tropikalny, który do złudzenia przypominał ten opi­sany przez Jamesa Jonesa w „Cienkiej czerwonej linii”. Ściana dżungli była w istocie ścianą liści – mięsistych, zbi­tych i zachodzących na siebie niemal bez szczeliny. W gąszcz wchodziło się niejako dając weń nura. W środku panował półmrok, gdyż światło z trudem przebijało się przez strop z solidnych i szerokich zielonych gon­tów. Gigantyczne pnie wznosiły się prosto w górę aż do owego sklepienia, a cienkie, podobne do kling korze­nie, sięgały nierzadko ponad czło­wieka. Wielkimi łukami zwisały liany i pnącza.

Brima ustrzelił małpę, w lokalnym języku Timney zwaną „kajek”, który w najbliższej wiosce został fachowo oskórowany, poćwiartowany i upie­czony. Jego los podzieliła także cyweta afrykańska, którą upolowali działa­jąc wespół w zespół. Ten drapieżny ssak ceniony jest ze względu na cybet – wydzielinę z gruczołów stosowaną w przemyśle perfumeryjnym – oraz wyjątkowo piękne cętkowane futro. Z oczywistych przyczyn tubylcom nie zależy jednak na szykownych i cie­płych kreacjach (a i kwestia kosmety­ków schodzi, szczerze powiedziawszy, na plan dalszy). Cywetę opalono więc momentalnie w ognisku i poddano dalszej obróbce kulinarnej. Piotr w zupełności zadowolił się strąconą przez siebie kaczką – drzewicą biało­licą, która w smaku okazała się bar­dzo podobna do naszej krzyżówki. […]

Cały tekst w styczniowym numerze “Łowca Polskiego”

Bartosz Marzec / fot. archiwum Piotra Szalatego