fot. Bartosz Marzec

W sercu kniei

0
378

Myśliwi, którzy mieli szansę z nim polować, zdobywali złotomedalowe oręża. Gdy po powrocie z rykowiska przygotował śniadanie, Grzegorz Russak nie potrafił znaleźć słów uznania.

Dla Andrzeja Łukasiewicza łowiectwo jest sposobem na życie. Aby je popularyzować, współorganizuje piknik, w którym bierze udział blisko dwa tysiące osób.

Nie znam bardziej pobudza­jącego wyobraźnię opisu dziczych godów niż ten pochodzący z książki Kazi­mierza Wodzickiego, wydanej we Lwo­wie w 1928 roku: „Ryje spienione, oczy roziskrzone, te szarże wściekłe, cięcia głębokie, rechtanie samur, kłapanie odyńców zębami, rojenie się rozhuka­nych potworów – zostawiły w mej pamięci przerażający obraz, który nie wygaśnie do końca życia”. Właśnie dla takich emocji przez lata myśliwi przy­jeżdżali do Puszczy Białowieskiej, a jeśli mieli szczęście i trafili do Andrzeja Łukasiewicza, leśniczego do spraw łowieckich z Nadleśnictwa Hajnówka, do domów wracali z medalowymi tro­feami. No chyba że obraz „strasznych walk, turniejów na ostre, z których podstarzały konkurent wychodzi z wiel­kim szwankiem, bo ze skórą poprutą i poturbowany na wszystkie strony” (to z kolei cytat z Władysława Spausty), okazał się dla nich zbyt intensywny…

Duch puszczy

Z początkiem stycznia ścisnął mróz, od którego z hukiem podob­nym do suchego sztucerowego strzału pękały niekiedy drzewa. Pan Andrzej wraz z myśliwym z Francji szedł przez las zalany światłem księżyca. Świerki, których w puszczy wówczas jeszcze nie brakowało, ponakładały białe czapy, a ich pnie przypominały kolumny gotyckiej świątyni. Huczka była w pełni i z daleka dały się sły­szeć odgłosy walki. Zanim myśliwi znaleźli się przy ambonie, trzykrot­nie widzieli wycinki krążące wokół polany, na której znajdowała się wataha. Z góry dostrzegli kilka loch z żerującymi nieco dalej warchla­kami. Pan i władca musiał akurat przepędzać konkurentów, o czym najlepiej świadczyły dochodzące z głębi lasu łomot i kwik. Raptem zapadła cisza i po chwili na arenę wkroczył triumfator. […]

Cały tekst w czerwcowym numerze “Łowca Polskiego”

Bartosz Marzec / fot. archiwum Andrzeja Łukasiewicza