fot. GettyImages

W stepie szerokim

0
152

Żubrzyna wielce jest smakowita, nie przeczę, ale zamiast niej polecam dziś inna dziczyznę – baraninę mianowicie. W Kazachstanie bowiem każde mięso, również pochodzące od zwierząt hodowlanych, jest jak dziczyzna.

Jeśli jesteście Państwo mięsożercami, ceniącymi sobie nade wszystko naturalny smak i brak ingerencji ludzkiej w tenże, właśnie dlatego wybieracie dziczyznę, by nie jeść mięsa pochodzącego z przemysłowych hodowli, mam dla Was doskonałą wiadomość. Nie musicie łakomym okiem zerkać w stronę bobrów lub też myśleć o przetrzebieniu populacji żubrów – wystarczy, że pojedziecie do Kazachstanu, gdyż tam od zwierząt hodowlanych, jest jak dziczyzna.

Piszę te słowa po pierwszej nocy spędzonej we własnym łóżku po prawie dwutygodniowej kazachskiej odysei, w trakcie której poznałem wieżowce Astany, zwanej teraz Nur-Sułtan, szerokie prospekty Ałmaty, z których widać wiecznie ośnieżone szczyty masywu Tien-szan, buchające żarem stepy wokół Szymkentu, a widok tego, co zoczyłem i smak tego, co zdołałem zjeść, zostaną na zawsze
w pamięci. W jakimkolwiek mieście byłem, to wydobywszy się na jego zewnętrza widziałem przestrzenie ogromne, połacie ziemi zdające się nie mieć końca, a na nich stada baranów, wielbłądów lub koni, poruszające się po niej jakby samopas, bez jakiejkolwiek ludzkiej ingerencji. To oczywiście pozór, gdyż wszystkie one mają swych właścicieli, lecz w kraju wiele razy od Polski większym i wiele razy mniej ludnym nie trzeba miedz zaznaczać, ogrodzeń budować, wystarczy zwierzęta puścić przed siebie i jeno pilnować, by na noc do zagrody wróciły.

Raz późnym popołudniem … […]

Cały tekst w lipcowym numerze “Łowca Polskiego”

Robert Makłowicz