Więcej tygrysów

0
50

Światowa liczebność tygrysów się zwiększa. To pierwszy wzrost notowany na przestrzeni wieku. Dziś na wolności żyje 3890 osobników.

Niezależnie od przyczyn jest to pierw­szy wzrost notowany na przestrzeni wieku. Według najnowszego zestawienia, na wol­ności żyje dziś 3890 osobników, co stanowi istotny wzrost od ostatniego cenzusu z 2010 roku, kiedy to liczebność pręgowanych kotów wynosiła 3200 osobników. Naukowcy podkreślają, że od wzrostu ważniejsza jest trwałość trendu i dalsze zaangażowanie państw znaj­dujących się w zasięgu występowania tygrysów – od Rosji po Wietnam. Pozytywne trendy notują Rosja, Indie (które są domem ponad połowy światowej populacji gatunku), Bhutan i Nepal. Problemem pozostają natomiast pozostałe państwa południowo-wschodniej Azji, które nie nadążają za wymaganiami środowiskowymi i światową strategią, która zakłada podwojenie populacji tygrysów w latach 2010–2022.
W strategię ochrony tygrysów wpisane są również działa­nia zmierzające do ograniczenia liczby osobników hodowa­nych w zamknięciu. W atmosferze skandalu władze Tajlandii podjęły niedawno decyzję o likwidacji jednej z największych atrakcji turystycznych Bangkoku – słynnej Świątyni Tygry­sów.

Jak wykazało śledztwo, utrzymujący się z turystyki klasztor buddyjski, w którym przetrzymywano około 150 tygrysów, brał udział w nielegalnym handlu produktami pochodzenia zwierzęcego – popyt na tygrysie produkty zapewnia niesłabnąca popularność tradycyjnej medycyny chińskiej. Buddyjscy mnisi nie poprzestawali jednak na przy­chodach od turystów, które rocznie sięgały kwoty około 3 milionów dolarów, i stanowili ważne ogniwo nielegalnego handlu.

Likwidacja klasztoru stanowi poważne wyzwanie nie tylko ze względu na czynny opór mnichów, do uspokojenia których użyto uzbrojonych oddziałów policji. Problemem są również tygrysy. Jak się okazuje, większość kotów pochodzi z niele­galnego odłowu i nie nadaje się do reintrodukcji. Zwierzęta wychowywały się wśród ludzi od najmłodszych lat. Częstą praktyką mnichów było skupowanie dzikich kociąt, które siłą odbierane były ich matkom i przemycane do klasztoru, służąc potem jako magnes dla turystów gotowych płacić 200 dolarów za kilka chwil zabawy lub możliwość karmienia z butelki.

Mateusz Łukasiewicz / fot. Shutterstock