fot. archiwum RDOŚ w Bydgoszczy

Wielkie fladrowanie

0
815

W Polsce przybywa wilków i można je spotkać nie tylko w Karpatach czy na Mazurach, ale niemal w całym kraju. Niektóre szacunki mówią nawet o trzech tysiącach osobników.

Są wilki – muszą być od wilków szkody. To naturalne. Poziom szkód rośnie proporcjonalnie z wilczą populacją. Gatunek od ponad dwu­dziestu lat pozostaje objęty ścisłą ochroną, zatem poza wyjątkowymi przypadkami ochrona przed szko­dami poprzez odstrzał nie wcho­dzi w grę. Sięgnięto zatem po inne metody, od lat niestosowane, nie­kiedy zapomniane. Jedną z nich, która obecnie przeżywa prawdziwy renesans, jest fladrowanie pastwisk, na których przebywają zwierzęta gospodarskie, oraz otaczanie fladrami budynków gospodarczych. Metoda, wykorzystywana przed laty do polo­wania, obecnie ma chronić przed burymi drapieżnikami.

Odstraszający mechanizm fladr, czyli zawieszonych nad ziemią tasie­mek, nie jest poznany. Na zdrowy rozum: jakaż to bariera dla zwierza, który jest symbolem odwagi? Jednak od setek lat fladry stanowią sku­teczną barierę dla wilków. Przypadki przekraczania przez nie prawidłowo zawieszonych fladr są sporadyczne.

O fladrach przypomniały sobie niedawno niektóre regionalne dyrek­cje ochrony środowiska. Zwłaszcza te, na których obszarze wilki bytują i rozrabiają. Dyrekcje kupują dzie­siątki, a nawet setki kilometrów fladr i rozdają darmo hodowcom, zagrożonym atakami wilków. RDOŚ w Bydgoszczy kupił niedawno 8 kilo­metrów sznura z taśmami. To odpo­wiedź na najświeższe ataki, w trakcie których wilki pożarły kilka krów i owiec. Bardzo rozbudowany pro­jekt ma RDOŚ w Olsztynie. W ciągu dwóch lat zakupi i rozda hodowcom 110 kilometrów fladr. Połowę tego planu już zrealizowano. To nie może dziwić. W ciągu minionego roku na Warmii i Mazurach wilki zaatako­wały 132 razy. Wartość wypłaconego odszkodowania to prawie 140 tys. złotych. We fladry zbroją się również RDOŚ w Szczecinie, Gdańsku, Rze­szowie, a nawet w Poznaniu.

Doświadczenie uczy, że fladry są niezwykle skuteczne, ale pod warunkiem, że zostały prawidłowo zainstalowane. Liczba jaskrawych wstęg nie może być mniejsza niż dwie na metr sznura, a ich optymalne wymiary to 60 × 10 cm. To ważne, aby dolne końcówki fladr nie doty­kały ziemi, lecz wznosiły się nad pod­łożem na wysokość ok. 15 cm. Oczy­wiście chroniony teren musi zostać szczelnie otoczony fladrami. Jakakol­wiek przerwa to brama dla wilków.

Tak duże zapotrzebowanie na pro­dukt powoduje, że fladr nie da się już produkować chałupniczo. Rynek zdominowała firma z południa kraju, specjalizująca się do tej pory w produkcji oznakowań… szla­ków narciarskich. Zamiast znanych ze stoków chorągiewek do mocniej­szej taśmy przyszywane są jaskrawe wstęgi, większości współczesnych myśliwych znane już tylko z fotogra­fii Włodzimierza Puchalskiego.

Podobnież o wszystkim zadecydo­wał przypadek. Otóż jeden z szefów firmy obejmował własną myśliw­ską pamięcią wilcze polowania z fladrami w Bieszczadach w latach 80. XX wieku. Wykorzystał niszę rynkową i zdominował przetargi, ogłaszane przez poszczególne regio­nalne dyrekcje ochrony środowiska. Rynkowa cena jednego metra bieżą­cego fladr to ok. trzech złotych.

Trwa nieprzerwanie dyskusja o najskuteczniejszym kolorze odstra­szaczy. Przeważa barwa jasnoczer­wona. Zdaniem badaczy, dobry jest każdy kolor, byleby był jaskrawy. Najnowsze doświadczenia dowodzą niezwykłej skuteczności jaskrawego, wręcz odblaskowego błękitu.

Marek Ledwosiński