Wigilia w lesie

0
576

Spotykamy się w uśpionym jeszcze lesie. Kilka miotów ma czysto symboliczny charakter, bo chodzi o to tylko, by zobaczyć zwierzynę, a niekoniecznie ją strzelić. Na koniec łamiemy się opłatkiem i jego kawałek zostawiamy w paśniku, na wspaniale pachnącym sianku.

Dawniej zbliżające się święta zapowiadał widok wywieszonych za oknem zajęcy i bażantów. Dziś jest to nie do pomyślenia! Po pierwsze dlatego, że w wielu naszych łowiskach łatwiej strzelić medalowego byka niż szaraka. Po wtóre – część wydelikaconych i kompletnie oderwanych od natury mieszkańców miast, zobaczywszy kruszejącą tuszkę, zapewne straci­łaby przytomność. Po trzecie wreszcie – gdzież są niegdysiejsze śniegi? Gdy przeglą­damy stare fotografie, zauważymy od razu, że o tej porze roku polowało się w kniei spowitej – by rzecz ująć poetycko – białym całunem. Teraz nierzadko aura przypo­mina tę wczesnojesienną. W tych warunkach dojrzewanie tuszek może się odbywać wyłącznie w chłodni.

Ale są jednak sprawy niezmienne. Do nich należy piękna i sięgająca zamierzchłych czasów tradycja wigilijnego polowania. To wspaniały i ze wszech miar godny kulty­wowania zwyczaj. Spotykamy się w uśpionym jeszcze lesie. Kilka miotów ma czysto symboliczny charakter, bo chodzi o to tylko, by zobaczyć zwierzynę, a niekoniecznie ją strzelić. Na koniec łamiemy się opłatkiem i jego kawałek zostawiamy w paśniku na wspaniale pachnącym sianku. Warto w tym miejscu wspomnieć, że we wszystkim należy zachować umiar. Znam bowiem historię myśliwych, którzy lekko przesa­dzili i po polowaniu wigilijnym .. [….]

Cały tekst w grudniowym numerze “Łowca Polskiego”

Joanna Głogowska / Blondynka na łowach.

Reklama