fot. Włodzimierz Łapiński

Wizytacja pana pułkownika

0
440

Niewiele brakowało, a w sercu Puszczy Augustowskiej osławiony Kazimierz Doskoczyński urządziłby kolejny z zamkniętych rządowych ośrodków wypoczynkowych, gdzie prominenci i dewizowcy mogliby polować na jelenie i dziki.

Zwierzyna gruba, której populacje uległyby przegęszczeniu, zniszczyłaby oczywiście las, ale to akurat dla decydentów nie miało większego znaczenia. Dlaczego nie doszło do realizacji tych planów?

Nadleśnictwo Maćkowa Ruda, lata 70. ubiegłego wieku. Jest późna jesień, pełnia sezonu łowiec­kiego, gdy na polowanie przyjeżdża pułkownik Kazimierz Doskoczyń­ski. Dwa lata wcześniej podpro­wadziłem go, trzymając za rękę, do tokującego głuszca. Obecnie dys­ponuje prawem odstrzału praktycz­nie wszelkiej dostępnej zwierzyny. Myśliwym z mojego pokolenia nie trzeba tłumaczyć, co to za persona. Młodszym wyjaśnię tylko, że była to „szara eminencja” czerwonego dworu.

Zarządzał ośrodkami wypo­czynkowymi najwyższych władz państwa i partii (co w gruncie rzeczy na jedno wychodziło) oraz powią­zanymi z tymi ośrodkami terenami łowieckimi. Już wtedy wiedziałem, że jest „wielkorządcą” ośrodka rzą­dowego w Łańsku koło Olsztyna, który sąsiadujące z ośrodkiem lasy zamienił w ogrodzony zwierzyniec o powierzchni kilku tysięcy hekta­rów. Polować tam mogli tylko dygni­tarze i zaproszeni goście z zagranicy. Gospodarka leśna na tym terenie została całkowicie ukierunkowana na hodowlę zwierzyny, a miejsco­wych leśników podporządkowano panu pułkownikowi.

Ku mojemu zdziwieniu w trak­cie uzgadniania planu polowa­nia …(…)

Cały tekst w majowym numerze “Łowca Polskiego”

Włodzimierz Łapiński / fot. Włodzimierz Łapiński

Reklama