fot. Rafał Łapiński

Wojna o kotleta

0
255

Głupota ma to do siebie, że nie zna granic, ale obrońcy żubrów raczej nie patrzą na wschód. Z własnego doświadczenia wiedzą, że tam się z nimi nikt nie cacka.

Wyniesiona na zielone ołtarze przez wyznawców kultu kalafiora ikona obroń­ców przyrody, genialny etolog – Simona Kossak – gdy wracała do swo­jej puszczańskiej gajówki z kawałem czerwonego mięsa z żubra, krzyczała z radości niczym Indianin po udanych łowach. W tamtych czasach każde mięso było rarytasem, a to z żubra wyjątkowym luksusem. Białowiescy naukowcy dzielili się nim za każdym razem, gdy tylko mieli okazję.

Jako wybitne umysły wiedzieli doskonale, że w ewolucji naszego gatunku – Homo sapiens – dwie rzeczy odegrały rolę najważniejszą: mięso oraz ogień. Paleoantropolodzy wykazali bezspornie, że tylko dzięki diecie mięsnej nasz mózg rozwinął się do dzisiejszych rozmiarów. Po opanowaniu ognia, na którym to mięso pieczono, rozwój znacznie przyspieszył, a po dro­dze nasi kuzyni – roślinożerne australopiteki – wymarli.

Jest coś wysoce fanatycznego w działaniach obrońców nie swoich żubrów: żarliwość i sek­ciarska niezgoda na racjonalność. Tutaj emocje i ambicje kroczą przed rozumem. Tłuma­czysz, udowadniasz, a oni dalej w zaparte kultywują swoje religijne brednie. Jeśli historia i fakty przeczą ich dogmatom, to tym gorzej dla faktów.

Żubry ocalili światli polscy myśliwi. Na co dzień opiekują się nimi (w stadach wolnościo­wych) leśnicy. Rygory hodowlane w trosce o dobro gatunku ustalane są i pilnowane przez wybitnych naukowców – specjalistów z dziedziny hodowli, etologii, weterynarii, ekologii wreszcie. Nic to jednak nie znaczy, bo społeczni ignoranci, niedopuszczeni do tego szacow­nego grona, krzyczą, że …[…]

Cały tekst w czerwcowym numerze “Łowca Polskiego”

Paweł Biliński / Kulą w miot