fot. Rafał Łapiński

Wspomnień czar

0
282

Polowanie z jednolufką uczy pokory i cierpliwości. Na powtórkę nie mamy przecież szansy! To nie wszystko: taka broń – w mniejszym kalibrze, np. 16, 20, .410 – świetnie się nada do nauki strzelania.

Ponad trzydzieści lat temu, jako początkujący myśliwy, nabyłem dwie nowe nadlufki: Iż-27 JS oraz Toz-34, obie w słusznym kalibrze 12/70. Byłem z tego powodu bardzo dumny. Strzelby pochodziły z czasu, gdy broń rosyjską określało się zwro­tem „gniotsia, nie łamiotsia”, i cha­rakteryzowały się dobrym pokryciem. „Tułka” charakteryzowała się do tego ładnym grawerunkiem, niską baskilą i niewielką masą.

Wydawało mi się wtedy, że jak ma się dwie dobre strzelby, to ma się wszystko. Z poczuciem pewnej wyższości patrzy­łem na posiadaczy jednostrzałowej broni śrutowej. Szybko jednak zmieniłem zda­nie. Broń strzela, ale trafiają ludzie.

Na granicznym dystansie

Jeden z moich znajomych był posiadaczem starej rosyjskiej jedno­lufki kalibru 16/70. Odkupił ją za gro­sze od emerytowanego podleśni­czego, który używał jej kiedyś jako broni służbowej. Śrutówka wyglądała tak, jakby nikt nigdy jej nie czyścił i nie konserwował. Osada wyma­gała renowacji, a oksyda była …(…)

Cały tekst we wrześniowym numerze “Łowca Polskiego”

Marek Czerwiński

Reklama