fot. GettyImages

Wychowujcie swoje dzieci!

0
2292

Obserwujemy próbę zdyskredytowania łowiectwa w oczach całego społeczeństwa i przedstawiania myśliwych jako nieuprawnionych do tego, by kształtować postawy swoich własnych dzieci.

Andrzej Komorowski – doświadczony psycholog i terapeuta rodzinny – twierdzi, że przedstawiane argumenty nie znajdują poparcia ani w badaniach, ani w jego doświadczeniu.

W marcu bieżącego roku do Kancelarii Prezydenta RP wpłynęła petycja o wpro­wadzenie w ustawie łowieckiej zapisów zakazujących udziału dzieci w polo­waniach. Dokument został podpisany przez przedstawicieli licznego grona organizacji zajmujących się ochroną prawa dziecka i przeciwdziałaniem prze­mocy wobec dzieci – Komitetu Ochrony Praw Dziecka, Fundacji Dzieci Niczyje, Polskiego Komitetu Narodowego Fundu­szu Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci – UNICEF oraz Stowarzyszenia na rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”. Nikomu raczej nie trzeba przedstawiać tych orga­nizacji i tłumaczyć ich zainteresowania problematyką dzieci, choć przyznać trzeba, że koncentrując się na ustawie Prawo łowieckie, wybrały sobie dość kuriozalny obszar realizacji swojej misji.

Aby zrozumieć istotę petycji napisa­nej przez „Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot”, trzeba jed­nak poznać głównych – jak się wydaje – inspiratorów: Wojciecha Eichelber­gera i Zenona Kruczyńskiego, których nie trzeba przedstawiać – bo przecież nasi czytelnicy doskonale znają ich z licznych antyłowieckich wystąpień – co wyjaśniać ich związek z tematem i treścią petycji.

Z deklaracji programowej „Stowarzy­szenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot” wynika, że dziećmi zajmuje się ona przy okazji działalności edukacyj­nej. Informacje opublikowane na stro­nach internetowych tej instytucji oraz jej statut wskazują, że jej działalność dotyczy szeroko rozumianej ochrony środowiska. Próżno więc szukać tam uzasadnienia dla zainteresowania pra­wami dziecka i zagadnieniami przemocy wobec dzieci.

W petycji widać wyraźnie, że dekla­rowane na wstępie dobro dzieci stało się doskonałym pretekstem, by po raz kolejny sięgnąć po argumenty, które uzbrojone w potężny ładunek emocjo­nalny mają wstrząsnąć opinią publiczną i – jak to deklarował Zenon Kruczyń­ski podczas majowego protestu przed Sejmem – „raz na zawsze położyć kres rządom myśliwskiego lobby”. Z petycji dowiemy się o cierpieniu i przemocy wobec zwierząt, które wiążą się z wyko­nywaniem polowań, o „patroszeniu zwłok”, o „znakowaniu ciał” i wielu innych czynnościach odbywających się „na oczach, w sercach i w umysłach” dzieci. Jej sygnatariusze stwierdzają, że „dla dobra dzieci należy koniecznie uchronić je przed doznawaniem prze­mocy wynikającej z zabijania dzikich zwierząt” (podkreślenia autora).

Poparciem takiego stanowiska są stwierdzenia podawane jako niepod­ważalne fakty, przez nikogo niekwe­stionowane wyniki badań, które nie wymagają żadnego uzasadnienia ani podania źródeł. Nie wiadomo, skąd biorą się stwierdzenia, jakoby „udział dzieci w polowaniach jest powszechnie praktykowany i na ogół przez nikogo niekwestionowany”, a „problem ten może dotyczyć nawet kilkudziesięciu tysięcy dzieci w Polsce”. Nie wiadomo również, skąd autorzy biorą informacje, że „zdarzają się takie przypadki, kiedy myśliwi zezwalają dzieciom na zabija­nie zwierząt” i że „poważny problem stanowią również wypadki, w których dzieci giną od myśliwych kul, pomylone ze zwierzęciem”. Dziwią takie stwier­dzenia, tym bardziej że skoro mowa o poważnych wykroczeniach czy wręcz przestępstwach, to powinny one znaleźć swoje niepodważalne potwierdzenie w policyjnych i sądowych statystykach.

Ideowe manipulacje

Jaka jest główna teza petycji? „Czynności związane z wykonywaniem polowania wywołują negatywne reakcje w psychice dziecka” … I od razu rozu­miemy udział Zenona Kruczyńskiego. Jest to postać kluczowa, tym bardziej że krytyka obecności dzieci w łowiectwie oparta jest wyłącznie na traumatycznych wspomnieniach ulubieńca antyłowiec­kich mediów. Jakoś tak się złożyło, że jako nawrócony były myśliwy stał się dziś niekwestionowanym autorytetem, ekspertem i wyrocznią niemal wszystkich środowisk nieprzychylnych łowiectwu w Polsce. Znamy jego historię i możemy mu tylko współczuć…

Niezależnie jednak od tego, jak bardzo i przez kogo został on skrzyw­dzony, należy wszystkim uzmysłowić, że powoływanie się na doświadczenia tego pana – jako jedyne źródło informa­cji na temat krzywdy, „jaka może doty­czyć nawet kilkudziesięciu tysięcy dzieci w Polsce” – jest zwyczajną manipulacją i nieporozumieniem oraz stawia sygna­tariuszy petycji w niekorzystnym świetle. Takich manipulacji jest jednak więcej.

„Czynności związane z wykonywa­niem polowania wywołują negatywne reakcje w psychice dziecka. Sposobami radzenia sobie przez dzieci ze stresem wywołanym doświadczaniem zabijania stają się płacz, stłumienie, wyparcie, agresja. Sytuacje związane z tak silnym stresem prowadzą często do przeżycia traumy.” Poprosiliśmy o komentarz eksperta. Andrzej Komorowski – znany i doświadczony psycholog, terapeuta rodzinny i seksuolog kliniczny z wielo­letnią praktyką – stwierdza:

– Nie znam żadnych badań, które potwierdzałyby takie twierdzenie. Nie słyszałem, by kiedykolwiek były prowadzone. Owszem, gdyby myśliwy zastrzelił na oczach dziecka jego psa, dziecko z pewnością zostałoby głęboko zranione. Ale nawet gdyby sprawcą tak karygodnego czynu był myśliwy, szok dziecka nie będzie dotyczyć polowa­nia, tylko ordynarnego, brutalnego i bezdusznego czynu człowieka, który zapewne nigdy nie powinien zostać myśliwym. Nie dlatego, że (być może w obronie dzikich zwierząt) strzela do groźnego kłusownika, ale dlatego, że nie zwraca uwagi na obecność dzieci albo że jest mu to obojętne. Na szczęście tego rodzaju zdarzenia należą do rzad­kości i nie mogą być wykorzystywane do oceny całego środowiska myśliwych, bo przecież patologie zdarzają się wszę­dzie i dotyczą wszystkich grup społecz­nych i zawodowych.

A co z kwestią traumy?

– Nie należy utożsamiać polowania ani łowiectwa z wojną. Dziecko nie trafia na polowanie nagle i z przypadku, tylko wychowuje się w rodzinie z okre­śloną tradycją łowiecką i związanymi z nią normami i wartościami. Śmierć zwierzęcia na polowaniu nie jest tym samym zjawiskiem, co przywołane zabi­cie psa, naturalna śmierć kogoś bliskiego czy śmierć niesiona przez wojnę. Utoż­samianie polowania i zabicia zwierzęcia z morderstwem czy zabójstwem, czyli z zabiciem człowieka, jest nieuprawnio­nym nadużyciem.

Autorzy i sygnatariusze petycji straszą, że: „W procesie rozwojowym dziecko uczestniczące w zabijaniu zwie­rząt (czyli w polowaniu – przypis autora) ulega adaptacyjnemu mechanizmowi znieczulenia na cierpienie innych istot. Udział w polowaniu stanowi dla niego lekcję przemocy, zaaranżowaną przez dorosłego – swoisty trening zabijania”. I dalej: „Uczestnicząc w polowaniach dzieci przyswajają jako normę odbiera­nie prawa do życia innym istotom”.

– Nie wiem, z jakich badań pocho­dzą tego rodzaju rewelacje. Mogę odnieść się do tego jedynie na własnym przykładzie. Nie jestem myśliwym, ale od najmłodszych lat uczestniczyłem w najróżniejszych wydarzeniach łowiec­kich, w tym także w polowaniach. Widziałem zabijane zwierzęta i nigdy nie budziło to we mnie większej agresji czy chęci zabijania niż te, które mia­łem w sobie jako dziecko – stwierdza Andrzej Komorowski.

Potwierdza to również historia samego Zenona Kruczyńskiego, który jest najlepszym dowodem, że nie przy­swoił „zaaranżowanej przez dorosłego lekcji przemocy” i zabijanie nie stało się jego życiową normą.

Koniec etosu

„Bierny lub aktywny udział w fizycz­nym bądź psychicznym zadawaniu przemocy skutkuje przejęciem przez dzieci społecznie niepożądanych wzor­ców i systemu wartości moderowanych przez dorosłego – najczęściej osobę bliską i znaczącą – rodzica” – czytamy w petycji.

– Wspólne łowy wymagają wspól­noty, czyli kontaktu. Współczesny czło­wiek ma bardzo mało czasu, a niekiedy także możliwości, na kontakt z dziec­kiem. Polowanie wymaga wspólnoty bytu, a wzorce postępowania kreuje się przez bliskość rodzinną. Etos polowania to wspólna rozmowa, wspólne siedze­nie przy ognisku, wspólne opowieści. Po argumenty na temat okrucieństwa polowań, zarzynania zwierząt, zadawa­nia niepotrzebnych cierpień, najczęściej sięgają ludzie, którzy nigdy nie byli na żadnym polowaniu – stwierdza Andrzej Komorowski. I dodaje: – Jest jeszcze jeden ważny aspekt społeczny, o którym często się zapomina. Polowa­nia rozwinęły w człowieku, szanowany i praktykowany przez współczesnych myśliwych, system dzielenia się z innymi. Człowiek zazwyczaj dzieli się swoją zdobyczą, zwierzęta czynią tak wyjątkowo rzadko – dodaje nasz rozmówca.

– Nie można więc zapominać o ogromnym zagrożeniu, jakie niesie ze sobą bezkrytyczne ośmieszanie i kontestowanie autorytetu rodzica i rodziny przez wmawianie dziecku, że wychowują go mordercy, a rodzina, w której dorasta, jest patologiczna. Dziecko buduje swoją wewnętrzną strukturę społeczną i zyskuje tożsamość dorosłej osoby w toku całego wycho­wania. Kształtuje to jego osobowość i normy, na to nakładają się kultura, wyznawana religia, idee. I choć nie wpływa na to wyłącznie rodzic, ale całe otoczenie i środowisko, to jednak w pewnych etapach rozwoju wpływ rodziców i rodziny jest kluczowy i nie do zastąpienia.

To bardzo ważna obserwacja. Co cie­kawe, piewcą etosu rodzica jest podpi­sany pod treścią petycji znany psycholog Wojciech Eichelberger, który w swojej książce pod tytułem „Zdradzony przez ojca” przestrzega przed negatywnymi psychologicznymi i obyczajowymi konsekwencjami nieobecności ojca w rodzinie, wskazując na załamanie odwiecznego przekazu pozytywnego wzorca męskości, który przechodzi z ojca na syna. Szkoda, że autor wydaje się nie pamiętać, że jego książka stanowi znakomitą ilustrację naszej sytuacji. Przekazywana z pokolenia na pokolenie tradycja łowiecka nie wiąże się z opisaną przez niego „klątwą pokoleń”, w wyniku której kolejne generacje odtwarzają patologiczny scenariusz zachowań spo­łecznych i obyczajowych – nie wskazują na to żadne badania i statystyki. Nie dostrzega również zagrożenia, jakie wiąże się z atakiem na przekazywany z pokolenia na pokolenie etos myśliwski i z ryzykiem, że podważony zostanie autorytet rodzica. Stąd jest już tylko krok do zdrady – bo jak inaczej inter­pretować zerwanie emocjonalnej więzi i dialogu pokoleń.

W petycji czytamy tymczasem, że: „Osoby dorosłe (w domniemanej więk­szości) są w stanie, w racjonalny sposób, wytłumaczyć sobie argumentację usprawiedliwiającą zabijanie zwierząt. Ci dorośli, którzy nie mogą się z zabi­janiem zwierząt pogodzić, mogą swoją niezgodę wyrażać przez podejmowanie lub manifestowanie różnych działań w wymiarze osobistym i społecznym. Dzieci natomiast nie rozumieją w pełni motywu działań ludzi dorosłych, pozba­wiających zwierzęta życia – do tego w tak okrutny krwawy sposób, jakim jest polowanie”.

– O ile pierwsza część tej wypowie­dzi nie budzi moich zastrzeżeń, bo jest w zasadzie truizmem, o tyle ostatnie zdanie jest nadużyciem i manipulacją – stwierdza Andrzej Komorowski. – Dzieci zauważą różnicę między niechęcią do zabijania kurczaków siekierą czy zabijania karpia młotkiem przed Wigi­lią, a wyjściem na polowanie, na któ­rym zabija się inne zwierzęta. Nie zapo­minajmy, że wytłumaczenie motywów i zasad działania świata dorosłych jest właśnie rolą rodziców i wszelka próba instytucjonalnej ingerencji w ten proces jest zjawiskiem bardzo niebezpiecznym.

Realne niebezpieczeństwa

Andrzej Komorowski jednoznacznie ocenia postulaty wprowadzenia zakazu udziału dzieci w polowaniach.

– Byłby to duży błąd. W ten sposób zgubi się gdzieś ważny i wartościowy etos wychowania rodzinnego, możli­wość odpowiedniego kształtowania szacunku do zwierząt i pewnych umie­jętności. Zabraknie tego w najważniej­szym momencie rozwoju psychicznego i emocjonalnego dzieci. Właśnie wtedy, kiedy pojawia się typowa rozwojowa agresja czy rozedrganie hormonalne związane z dojrzewaniem, i kiedy ulegający im młodzi ludzie chcą zabijać, nie nauczymy ich już kultury polowa­nia, nie nauczymy ich szacunku i nie ukształtujemy postaw społecznych. Zabicie etosu łowiectwa i napiętno­wanie go jako coś niestosownego, coś, co jest niesmaczne, niedobre, jest całko­wicie oderwane od rzeczywistości.

– Przeraża mnie wizja, w której „Lato leśnych ludzi” będzie potępianą fikcją, z „Pana Tadeusza” wykreślony zostanie cały rozdział i nikt nie będzie pamiętał o Zbyszku z Bogdańca, którego ratuje Jagienka, gdy samotnie z oszczepem wyruszył na niedźwiedzia. A w kolejce do zlikwidowania czekają przecież setki bajek… Jeśli rzeczywiście zależy nam na właściwym kształtowa­niu postaw dziecka – stwierdza nasz rozmówca – zacznijmy od realnych, powszechnych i naprawdę niebezpiecz­nych zjawisk.

Weźmy alkohol. Nie wolno reklamo­wać go w kontekście sukcesu zawo­dowego, sportu i seksu, ale codziennie możemy zetknąć się z reklamami wyko­rzystującymi sympatyczne zwierzątka. Dziecko potraktuje to jako bajkę. Nie zdąży przeczytać drobnego druku i nie dostrzeże ostrzeżenia. A co z powszech­nym, w zasadzie nielimitowanym i nie­kontrolowanym przez przytłaczającą większość rodziców dostępem do Inter­netu? To jest dopiero lekcja przemocy, źródło agresji i przyczyna wielu krzywd.

Prawdziwe zagrożenie

W odróżnieniu od niezbadanego, rze­komo negatywnego wpływu łowiectwa na psychikę dzieci, zagadnienia zagrożeń płynących z Internetu są dobrze zbadane i udokumentowane. Ponad 40 proc. dzieci zaczyna samodzielnie korzystać z Internetu przed ukończeniem 9. roku życia, a mimo to 16 proc. rodziców nie ustaliło ze swoimi dziećmi żadnych zasad korzystania z sieci. Zaledwie 39 proc. przyznaje, że monitoruje aktywność internetową swoich podopiecznych. Co więcej, ponad połowa rodziców oce­nia, że posługuje się Internetem słabiej od swoich pociech, a 28 proc. uważa, że nie ma odpowiedniej wiedzy o zwią­zanych z tym zagrożeniach.

Jest się czego obawiać. Wystarczy spojrzeć na społeczno-kulturowy feno­men gier. Analiza treści tej najpopu­larniejszej współcześnie formy zabawy pokazuje, że około 80–85 proc. angażuje graczy w akty przemocy i zawiera brutalne sceny destrukcji. Zabijanie, agresja, przemoc i wojna stały się roz­rywką, która coraz częściej przenosi się z Internetu do realnej rzeczywistości.

Niestety, wirtualny świat nie ogranicza się jedynie do gier. To świat, w którym obok dominującej porno­grafii bez trudu odnajdziemy poradniki domowego wytwarzania substancji psychoaktywnych, nowatorskie pomysły odurzania się lekami, instrukcje dla samobójców czy wykazujące znamiona sekt grupy „wsparcia” dla cierpiących na depresję, bulimię i anoreksję. Szkoda, że szacowne grono sygnatariuszy oma­wianej petycji nie dostrzega skali tego zagrożenia i nie składa petycji o zakaz dostępu dzieci do Internetu – tłuma­cząc angielskie wyrażenie, wydaje się, że szczekają na niewłaściwe drzewo.

– Współczesność jest pierwszym okresem w dziejach ludzkości, w którym tworzy się wyjątkowy wymiar samot­ności – wyjaśnia Andrzej Komorowski. – Ludzie skoncentrowali się na środkach zastępczych i swoją tożsamość częściej budują w świecie wirtualnym niż rze­czywistym. Technologia zastąpiła im czu­łość, bliskość i dotyk. Wybierają fikcję i miraż. Zabijają się, bo myślą, że mają parę żyć, i zabijają innych, myśląc, że oni również mają ich kilka. W mojej wielo­letniej praktyce miałem okazję zetknąć się z trudną do zliczenia liczbą ludzkich dramatów i problemów, ale nigdy nie miały one żadnego związku z łowiec­twem i polowaniem… Ciekawe, że tak wielu zbrodniarzy, dokonujących wstrzą­sających i odrażających aktów zbrodni wobec ludzkości, wyrastało w poczuciu głębokiej samotności społecznej, odrzu­cając rodzinne wartości.

I dodaje:

– Myśliwi są dziś obiektem szyderstw i drwin, a tymczasem może to być ostat­nia, obok rolników i wędkarzy, grupa utrzymująca faktyczny kontakt z rzeczy­wistością i środowiskiem naturalnym. Dlatego atak na łowiectwo w kontekście obrony praw dziecka i dla ich rzeko­mego dobra jest zupełnie nietrafiony.

Aleksander Taras / fot. Getty Images.


Konstytucyjna tarcza

Autorzy petycji do Prezydenta RP twierdzą, że dzieciom dzieje się krzywda, wskazując na artykuł 72 ust. 1 Konstytucji RP, który stwierdza m.in., że „Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją” i jako podstawę prawną podają art. 34 ust. 4 pkt 2 ustawy o ochronie zwierząt, zakazujący uboju lub uśmiercania zwierząt kręgowych przy udziale dzieci lub w ich obecności. Skarżą się do Prezydenta RP na wykładnię tego przepisu dokonaną przez Ministerstwo Środowiska oraz Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, które jednoznacznie wyjaśniły, że przepis ten odnosi się do uboju prowadzonego w ubojniach i nie stosuje się go w odniesieniu do polowań. Zatroskani stwierdzają ułomność prawa i domagają się uzupełnienia ochrony nieletnich przed „łowiecką demoralizacją” zapisami w ustawie Prawo łowieckie.

Nasi przeciwnicy, którzy tak gorliwie bronią praw zwierząt, zapominają jednak o jednym szczególe – my też mamy swoje prawa! I nawet jeśli nie mieści się to w ich głowach, to jednak ta sama demokracja, która zapewnia im prawo do wyboru diety, publicznego wyrażania swoich opinii i wychowania ich dzieci w przekonaniu, że zwierzęta są od nich ważniejsze, zapewnia nam prawo do jedzenia mięsa oraz kultywowania tradycji łowieckich, które swoimi korzeniami sięgają początków naszego gatunku, i przekazywania ich naszym następcom. Nasz system wartości i nasze wybory nie muszą się im podobać. Nie muszą również podzielać naszej pasji. Wszystkim powołującym się na Konstytucję RP trzeba przypomnieć (a wydaje się, że trzeba to również przypominać organom władzy publicznej) kilka innych fragmentów ustawy zasadniczej:

  • „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym” (art. 25 ust. 2),
  • „Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje” (art. 31 ust. 2),
  • „Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym” (art. 47),
  • „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania” (art. 48 ust. 1),
  • „Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii” (art. 53 ust. 1),
  • „Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami” (art. 53 ust. 3).

My też mamy swoje prawa!

Reklama