Z kamerą i sztucerem

0
549

Myśliwym trzeba się urodzić, ale łowiectwa ktoś musi jednak nauczyć. Rafał Sokulski miał to szczęście i honor, że jego mentorem był Włodzimierz Puchalski.

Asystował fotografowi przy filmowaniu turnieju czarnych rycerzy, na Mazurach polowali razem na byka, a w Puszczy Białowieskiej na dziki.

Najznakomitszy fotograf wojenny w historii jest autorem zdjęć Ernesta Hemingwaya polują­cego w towarzystwie żony (nawiasem mówiąc trzeciej) na bażanty w Sun Valley w stanie Idaho. Robert Capa, bo o nim mowa, fotografował z bliska wojnę domową w Hiszpanii i lądo­wanie aliantów w Normandii w 1944 roku. Twierdził, że jeśli zdjęcie nie jest dostatecznie ostre, to znaczy, że foto­graf nie znalazł się wystarczająco bli­sko. Mawiał też: „Nie wystarczy mieć szczęście. Trzeba jeszcze być Węgrem”. Te ostatnie słowa mógłby sparafra­zować Rafał Sokulski. Jak twierdzi, co prawda trzeba się urodzić pod szczęśliwą gwiazdą, ale równie ważne to spotkać na swojej drodze człowieka życzliwego i doświadczonego, który swą wiedzą zechce się z nami hojnie podzielić.

On miał takiego przewodnika, także wybitnego fotografa, który co prawda był żołnierzem i walczył w obronie ojczyzny we wrześniu 1939 roku, ale na wojnie nie zrobił ani jednego zdjęcia. Za to świat przyrody – urzekający, ale i pełen grozy – nie skrywał przed nim tajemnic. Zwie­rzynę obserwował okiem myśliwego, a więc z zachwytem i podziwem, ale i pragnieniem zapolowania na nią. Człowiekiem tym był …[…]

Cały tekst w styczniowym numerze “Łowca Polskiego”

Bartosz Marzec

Reklama