fot. Karl - Heinz Volkmar

Z kanapowcem na rogacza

0
316

Myśliwy strzelił w rzepaku rogacza. Szukał go trzy godziny, zadeptując przy tym sporą połać pola, aż w końcu dał za wygraną i zadzwoni ł po pomoc.

Moja labradorka znalazła kozła w ciągu minuty . Leżał dokładnie tam, gdzie dosięgła go k ula, tylko był niewidoczny pod łodygami roślin.

O poszukiwaniu kozłów pisałem już kilka razy na łamach „Łowca Pol­skiego”, ale trwający sezon utwierdza mnie w przekonaniu, że nadal jest to temat otwarty. Powie­działbym nawet, że zupełnie nieznany sporej części nemrodów. Kolega, który przez trzy godziny nie mógł znaleźć rogacza, sam ma psa. Nie pojechał po niego jednak, ponieważ… bał się, że mu ucieknie.

Więcej wiary

Zauważyłem, że właściwie każdy myśliwy, nabywając czworonoga, ma wobec niego ambitne plany, ale tylko nieliczni wprowadzają je osta­tecznie w życie. Kiedy szczeniak jest malutki, słyszy, że zostanie norow­cem, tropowcem, aporterem i dzika­rzem w jednym, a gdy już dorośnie, staje się kanapowcem, ewentualnie psem podwórkowym. Taka jest nie­stety tendencja.

Niezabieranie psa do łowiska bierze się czasami z tak prozaicznych powo­dów, jak obawa, że ubłoci się na polo­waniu i później trzeba go będzie kąpać. Inne powody związane są z proble­mami wychowawczymi: nieposłuszeń­stwem, atakowaniem innych psów czy po prostu przeszkadzaniem w polowa­niu. Przez takie drobiazgi pies zostaje w domu i siłą rzeczy nie ma szansy na łowiecki rozwój.

Prawdą jest, że kompletne ułożenie psa wymaga sporo czasu i wysiłku, ale do odszukiwania rogaczy wystarczy podstawowe posłuszeństwo i mini­malna pasja łowiecka. Sfarbowany kozioł nigdy nie uchodzi tak daleko, jak dzik czy jeleń. Głównego pro­blemu nie stanowi więc odległość, na jaką trzeba go tropić, tylko gęsta i wysoka o tej porze roku roślinność.

Ciekawą historię opowiedział mi pewien myśliwy. […]

Cały tekst w lipcowym numerze “Łowca Polskiego”

Andrzej Wilczopolski

Reklama