fot. K-H. Volkmar

Z książęcego zwierzyńca

0
275

Daniel pochodzi z Bliskiego Wschodu i basenu Morza Śródziemnego, ale do górnego plejstocenu zasięgiem występowania obejmował niemal całą Europę.

Nasi monarchowie – Stefan Batory i Jan III Sobieski – przekazywali daniele w darze. O tym, jak świetnie zadomowiły się w naszych łowiskach, przekonuje przykład pewnego śląskiego koła.

Swoją obecność w rewirach koła „Daniel” z Tychów ten gatunek zwierzyny płowej zawdzięcza dawnym wło­darzom tych terenów – książętom Anhalt-Köthen-Pless i ich następcom Hochbergom. Arystokraci sprowa­dzili je – obok jeleni sika i żubrów – do swoich zwierzyńców. Warto wspomnieć, że te ostatnie rów­nież występowały za czasów ksią­żęcych w obwodzie dzierżawionym obecnie przez koło. Pierwszy byk żubra w Puszczy Pszczyńskiej został ustrzelony przez cesarza Wilhema także w tych rewirach. Stawiając sobie za przykład dawnych właścicieli tych obszarów i ich dbałość o zwierzostan, myśliwi z tyskiego koła „Daniel” postanowili powrócić do chlubnych tradycji.

Koło to powstało zaraz po wojnie. W 1946 roku do ówczesnych władz jako pierwszy z prośbą o zezwolenie na polowanie zgłosił się Jan Czardybon. Zezwolenie takowe otrzymał, a jego legitymacja miała numer jeden. Dzisiaj w „Danielu” polują jego syn i wnuk.

Początkowo plany odstrzału zakładały strzelenie zaledwie kilku danieli i saren. Przyjmując zasadę, że kto nie hoduje, ten nie poluje, Ślązacy przystąpili do działania. Zaczęli od … […]

Cały tekst we październikowym numerze “Łowca Polskiego”

Wacław Matysek

Reklama