fot. Shutterstock

Z ziemi włoskiej

0
336

Nie umiem siedzieć nieruchomo, nie potrafię strzelać, więc na myśliwego się nie nadaję. Szanuję jednak rodzime tradycje łowieckie, a jeszcze bardziej cenię dziczyznę i jej k ulinarne wartości. Dziś słowo o carpaccio z jelenia, doskonałej propozycji na karnawał.

Nie lubię podsumowań ani zbytniego grzebania w przeszłości, jeśli nie ma w tym celów na przy­szłość, jednak polecenie z redakcji było wyraźne jak neon nocą: w kolej­nym felietonie proszę streścić swą dotychczasową aktywność na łamach naszej gazety. Zatem streszczam: zaszczytem było móc pojawiać się na łamach tak zacnego periodyku przez ładnych parę lat.

Teraz pozwólcie, że nieco to stresz­czenie rozwinę. W przeciwieństwie do znakomitej większości autorów i czytelników „Łowca Polskiego” nie byłem ani nie jestem myśliwym. W dodatku myślistwo, rozumiane jako długotrwałe i nieruchome sie­dzenie w krzakach lub na ambonie, by w końcu oddać strzał, zupełnie mnie nie interesuje. Nie tylko nie umiem siedzieć nieruchomo, rów­nież strzelać nie potrafię. Nie prze­szkadza mi to jednak cenić i szano­wać rodzime tradycje łowieckie, tak ważny element niegdysiejszej kultury szlacheckiej, czyli jeden z fragmentów układanki, z których zbudowana jest nasza współczesna tożsamość. Rów­nie mocno, a może jeszcze bardziej cenię dziczyznę i jej kulinarne walory. Kręcąc się po świecie bez umiaru, widziałem, jak owe walory doce­niane są w innych krajach, a jak u nas zapomniane, stąd pomysł na rubrykę pokazującą dania z dziczyzny w cudzoziemskim wydaniu.

Gdy zaczynałem ją pisać, zdobycie dziczyzny w Polsce było dla więk­szości konsumentów zadaniem nie­mal niemożliwym, przynajmniej dla kogoś, kto sam nie polował lub nie miał wśród znajomych myśliwych. […]

Cały tekst w lutowym numerze “Łowca Polskiego”

Robert Makłowicz