Zabili go i uciekł

0
501

Humor jest bronią, ale nie należy karać za jej nielegalne posiadanie.

Opowiadajmy więc o naszej pasji (a przede wszystkim o swoich własnych przygodach) z nutką ironii, błyskotliwie, wciągająco.

Humor to najwspanialsza przyprawa podczas uczty życia. Dlatego naprawdę żałuję, że w sieci – zdawałoby się tak przepastnej – naprawdę mało można znaleźć przykładów wysokiej próby żartów o tematyce łowieckiej. A przecież myśliwski żywot dostarcza tak wiele anegdot, że można by czerpać pełnymi garściami…

Dla przykładu: zdarzyło się kiedyś w zaprzyjaźnionym kole, że pewien nem­rod – słynący z celnego oka – ustrzelił dzika, a jako „pedant i szczególarz” (by użyć cytatu z jednej z moich ulubionych komedii) nie tylko zgodnie z obowiązkiem dokonał właściwego wpisu w odstrzale, ale także bezzwłocznie powiadomił o tym doniosłym fakcie osobę, która dokonała stosownej adnotacji w książce ewidencji pobytu myśliwych w łowisku. Następnie łowca zadzwonił po młodszego kolegę, aby ten pomógł mu wypatroszyć zdobycz i dociągnąć ją do odległej o sto metrów polnej drogi. Kolega pojawił się po kwadransie i raźnym krokiem ruszył we wska­zanym kierunku.

W tym czasie nasz pedant usunął naboje z magazynka i umie­ścił je w skórzanym futerale, a sztucer przetarł naoliwioną szmatką i schował do pokrowca, który następnie przewiesił przez ramię. Gdy panowie dotarli na miej­sce, dzik zaczął mrugać świecą, co – trzeba uczciwie przyznać – u zwierzyny ustrze­lonej nigdy się dotąd nie zdarzało. Ponieważ młodszy z myśliwych miał w ręku tylko kozik, a nemrod zdążył się już spakować, czarny zwierz, którego – jak łatwo się domyślić – kula tylko niegroźnie drasnęła, wywołując czasowy paraliż, bez przeszkód poderwał się na cztery biegi i oddalił się w sobie tylko znanym kierunku. A finał historii jest taki, że w książce ewidencji należało dokonać korekty i wpis ostatecznie brzmiał następująco: …[…]

Cały tekst w marcowym numerze “Łowca Polskiego”

Joanna Głogowska / Blondynka na łowach.

Reklama