fot. Shutterstock.

Zagrożone jelenie

0
61

Otwarciu sezonu łowieckiego na jelenie w amerykańskim sta­nie Michigan towarzyszyły nie­spotykane wcześniej sceny – pierwszego wieczoru przed lokalnymi stacjami kontroli epidemiologicznej ustawiały się kolejki myśliwych, którzy przyjechali zbadać próbki dziczyzny pod kątem przewlekłej choroby wyniszczającej jeleni (ang. chronic wasting disease).

CWD jest chorobą stwierdzaną u wszystkich gatunków zwierzyny płowej i należy do tej samej grupy zakaźnych gąbczastych encefalopatii, co dotykająca bydła choroba wście­kłych krów (BSE) czy występująca u ludzi choroba Creutzfeldta-Jakoba (CJD). Wprawdzie dotychczas nie potwierdzono przypadków transmisji CWD na ludzi, to jednak nie wyklucza się takiej możliwości, dlatego wszyst­kie stwierdzone przypadki uznawane są za szczególnie niebezpieczne i takie jelenie podlegają obowiązkowej uty­lizacji, podobnie jak miało to miej­sce podczas wielkiej epidemii u bydła na Wyspach Brytyjskich w ostatnich dwóch dekadach ubiegłego wieku, gdzie stwierdzono ponad 180 tys. przy­padków infekcji i gdzie prewencyjnej eksterminacji poddano 4,5 miliona zwierząt.

Zagrożenie ma ogólnoświatowy zasięg. Niedawno na naszych łamach informowaliśmy o potwierdzonych przypadkach CWD u jeleniowatych w Skandynawii, gdzie – jak się przy­puszcza – choroba została zawleczona przez import jeleniej uryny powszech­nie wykorzystywanej przez myśliwych na naturalnych nęciskach. Na mniejszą skalę epidemia BSE dotknęła również inne kraje Europy – przede wszyst­kim Francję – podobnie jak rejestro­wane są pojedyncze przypadki CWD u jeleniowatych.

Sprawa jest bardzo poważna, bo – jak podają oficjalne dane Światowej Organizacji Zdrowia – do 2014 roku choroba Creutzfeldta-Jakoba zabiła 177 osób w Wielkiej Brytanii i 52 osoby w pozostałych krajach Europy. Ponie­waż okres wylęgu wynosi 2,5–5 lat oraz ze względu na fakt, że – jak się szacuje – przynajmniej pół miliona zwierząt zakażonych BSE trafiło do obrotu przed wprowadzeniem w 1989 roku obowiąz­kowych badań i restrykcji, ostateczne żniwo nie jest jeszcze możliwe do usta­lenia. Ryzyka zakażenia nie da się wyeli­minować antybiotykami ani w procesie obróbki termicznej. Dane zaciemnia również nieznana możliwość trans­misji CWD-CJD (naukowcy nie mają dowodów, ale podejrzewają, że jeśli nie miała jeszcze miejsca, to z pewno­ścią wkrótce nastąpi) oraz brak badań na temat faktycznej skali skażenia wśród jeleniowatych.

Wiadomo, że większość przypad­ków CWD występuje u dorosłych zwie­rząt. Najbardziej stałym i widocznym objawem jest utrata masy. U większo­ści zakażonych zwierząt stwierdza się zmiany zachowania, takie jak oddalanie się od innych zwierząt, apatia, opusz­czenie łba, stały wyraz mięśni mimicz­nych i przemieszczanie się w kółko w ustalony sposób. U łosi obserwowano nadpobudliwość i nerwowość. Obser­wuje się ślinotok i obnażanie zębów. Większość jeleni mniej pije i oddaje mniej moczu. Choroba ma postępujący przebieg i zawsze kończy się śmiercią zarażonego zwierzęcia.

– Kiedy w przyszłości spojrzymy na historię badań nad jeleniami i tra­dycje związane z polowaniem na te zwierzęta, nie tylko w Michigan, z pew­nością stwierdzimy, że mamy dziś do czynienia z momentem szczególnym dla łowiectwa i dla kultury spożycia dziczyzny. Obawiam się, że CWD zmieni nasze podejście i spowoduje daleko idące zmiany, których konsekwencje są dziś trudne do przewidzenia – twier­dzi Chad Stewart ze stanowego departa­mentu zasobów naturalnych i ochrony środowiska.

Gabriel Wolniewicz / fot. Shutterstock.