fot. Rafał Łapiński

Złote kości

0
711

W Polsce hodowanie mocnych rogaczy przynosi wymierne efekty, choć bywa osią gorących sporów nie tylko wśród myśliwych.

Bruno Hespeler – autor książki „Sarna w Europie” – krytykuje zasady selekcji i wytyka ich nazistowski rodowód. W Polsce hodowanie mocnych rogaczy przynosi wymierne efekty, choć bywa osią gorących sporów nie tylko wśród myśliwych.

Kiedy kilkanaście lat temu obo­wiązywała żelazna zasada odstrzału 50 proc. młodych rogaczy w pierwszej klasie wieku, nikt nie śmiał dyskutować ze wskazaniami kalkulatora przy tworzeniu planów łowieckich. Po wielu publikacjach oraz rozmowach w gronie myśliwych, leśni­ków i biologów udało się wypracować istniejące dziś już powszechnie prze­konanie, że należy pozwolić kozłom dorosnąć.

Świadomi i odpowiedzialni łow­czowie, którzy znają doskonale swoje łowiska i stany populacji zwierzyny, zazwyczaj nie planują dziś więcej niż 5–10 proc. młodzieży. Efekty tych dzia­łań widoczne są z sezonu na sezon. Liczba strzelanych medalowych roga­czy jest większa nie tylko w skali całej Polski, trofea takie zdobywane są też w regionach, które tradycyjnie ucho­dziły za słabe, jeśli chodzi o sarny. Prze­gląd najlepszych parostków poprzed­niego sezonu w zestawieniu z niezwykle interesującą publikacją – miejscami mocno kontrowersyjną – Bruno Hespe­lera pt. „Sarna w Europie” to doskonały pretekst do kolejnej dyskusji o sarnie – zwierzynie tyleż powszechnej, co wciąż nie do końca poznanej.

Drugorzędna cecha

Powody, dla których myśliwi polują na rogacze, są różne i nie muszą się wzajemnie wykluczać. Dla jednych naj­ważniejsza będzie emocjonująca przygoda, dla drugich […]

Paweł Biliński

Ramki opracował Wacław Matysek / fot. Rafał Łapiński, Alamy, iStock.

Reklama