fot. Shutterstock.

Życie bażanta

0
74

Każdy, kto zapoluje na dzikie bażanty, pozna smak prawdziwych królewskich łowów. Dzięki niewielkiemu wysiłkowi możemy w ciągu kilku sezonów stworzyć w swoim łowisku prawdziwą bażantarnię.

Każdy myśliwy doskonale zna naszego najbardziej popular­nego kuraka, jakim jest bażant. Spotkamy go w każdym polnym obwo­dzie. Niestety ich populacja w ostatnich latach najczęściej nie jest zbyt liczna. Dlatego wiele kół łowieckich podejmuje decyzję o zakupie osobników hodow­lanych i zasileniu nimi swoich łowisk. Niestety efekt jest krótkotrwały. W prak­tyce wpuszczamy około 100 tys. pta­ków, a odstrzał kształtuje się na pozio­mie zaledwie 90 tys.

Dlatego część myśliwych żyje w prze­konaniu, że tylko stałe zasilanie łowiska bażantami hodowlanymi jest sposobem na obfity pokot. Takie działanie może prowadzić do spektakularnych pokotów i jest praktykowane choćby w Anglii, gdzie hoduje się i wpuszcza każdego sezonu kilka milionów ptaków.

W naszym kraju na szczęście nie ma takich „tradycji”. Większość kół łowieckich stać jedynie na zakup kilku­dziesięciu, a w bogatych kołach kilkuset bażantów. Efekty tych działań w więk­szości są słabe, a zwolennicy wypusz­czania twierdzą, że koguty nie znaj­dują sprzyjających warunków i migrują do sąsiadów. Prawda jest bardzo bole­sna. Jeśli nie przygotujcie odpowiednio łowiska, wasze bażanty, prawdopodob­nie zginą z zimna i głodu!

Tymczasem większość naszych łowisk posiada tereny, na których żyje choćby tylko kilka dzikich bażantów i w przyszłości właśnie takie miej­sca mogą pełnić rolę ostoi dla cał­kiem licznej populacji. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu wielu myśliwych odłoży w czasie introdukcje i najpierw zagospodaruje swoje łowisko. […]

Cały tekst w styczniowym numerze “Łowca Polskiego”

Andrzej Chojnowski / fot. Shutterstock.